Wraca sprawa księdza jednej z parafii pod Toruniem. O jego, jak i księdza wikarego, skandalicznych zachowaniach informowali w ostatnich dniach nasi Czytelnicy. Tym razem ksiądz proboszcz nie chciał pochować swojego parafianina. Poniżej publikujemy list Czytelniczki w tej sprawie.
Droga Redakcjo,
Piotr S. zwany "księciuniem" Czernikowa w obliczu dramatu rodzinnego z powodu śmierci taty (83), teścia, dziadka i wujka, a przede wszystkim osoby wierzącej okazał się człowiekiem bezdusznym, egoistycznym oraz raczej niespełna rozumu.
Zaproponował nam, jako najbliższej rodzinie mszę świętą bez udziału trumny w kościele, która podczas mszy, miałaby się znajdować w kaplicy. Przyznał się, że chce to zrobić na pokaz, aby cała wioska widziała jak kończy człowiek nie przyjmujący kolędy. Zarzucił nie przyjmowanie kolędy przez teścia przez okres 8 lat. Nasza odpowiedź brzmiała - "jak osoba schorowana, niedołężna nie mająca nawet środków do godnego przyjęcia kolędy nie mogła a nawet nie potrafiła tego uczynić". Jego szyderczy uśmiech na twarzy, oraz tekst "mogliście w dzień kolędy przyjechać i wszystko przygotować". Tak właśnie w mniemaniu proboszcza wygląda szybkie załatwienie problemu, że rodzina mogła pomóc w przyjęciu księdza. Z racji tego, że my jako najbliższa rodzina mieszkamy od 30 km do 1000 km od zmarłego nie byliśmy w stanie spełnić jego oczekiwań, które w dzień śmierci nam ogłosił. Każdy z nas pomagał jak mógł, nigdy kościół sam się nie zainteresował sytuacją zmarłego, ale wiadomo jeśli chodzi o kasę to już inna gadka.
Zrezygnowaliśmy z usług tego księdza i szukając pomocy w jednej z toruńskich parafii j dostaliśmy wsparcie i pełną opiekę nad ceremonią pożegnalną.
Wczoraj (25.01)ksiądz proboszcz przed wprowadzeniem ciała na cmentarz próbował przez prywatny telefon grabarza z Czernikowa, porozmawiać z toruńskim duchownym. W rozmowie zakazał pochowania wiernego, poprzez niby brak wymaganych dokumentów. Na szczęście ksiądz prowadzący pogrzeb okazał się obojętny na słowa proboszcza. W dniu 24.01. wykupiliśmy drugie miejsce na cmentarzu i to był oczywiście priorytet "księciunia", skoro nie udało się wyciągnąć pieniędzy z naszych portfeli, za niedoszłą mszę, to szybciutko pamiętał, aby taka opłatę uiścić. Wiemy, ze to oczywiste, ale poczuliśmy nacisk. Posiadaliśmy więc wykupione miejsce, akt zgonu, zapłaconego grabarza, umówionego kamieniarza oraz pełną dokumentację z firmy Sotor.
Co próbował uzyskać? Kolejne upokorzenie naszej rodziny przed ludźmi obecnymi na pogrzebie? "Księciunio" mało osób skrzywdziłeś, może warto zrobić sobie prawdziwy rachunek sumienia?
Czytelniczka
[ALERT]1580031273186[/ALERT]