W Radziejowie wrze, kiedy okazało się, że na posesji należącej do skarbnik miasta interweniowało Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Aż trudno uwierzyć, w jakich warunkach trzymano tam psa. Jadwiga Wojciechowska przekonuje, że relacja obrońców zwierząt jest dla niej krzywdząca.
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Radziejowie opisało piątkową interwencję w bardzo mocnych słowach. Z ich relacji wynika, że pies miał przebywać w skrajnie złych warunkach, bez właściwej opieki, w brudzie, przy gnijących resztkach jedzenia i bez świeżej wody.
- Pies żył w kojcu, który był jego więzieniem. Był żywym alarmem i kompostownikiem, gnijące resztki jedzenia, brak świeżej wody. Buda bez wyścielenia. Brud, smród i cierpienie. To wszystko działo się na oczach ludzi – klientów, przechodniów. Na oczach właścicieli, dzieci, którzy doskonale widzieli, że ich pies gaśnie. Nie byli biedni. Nie byli nieświadomi. Nie byli „niezaradni”. Dobra praca, własna działalności i praca w urzędzie. To byli ludzie, którzy każdego dnia podejmowali decyzję, żeby NIC nie zrobić. Pies chudł. Słabł. Przestawał funkcjonować. A oni patrzyli. Zapytani, dlaczego nie zabrali go do weterynarza, odpowiedzieli, że… nie chcieli go stresować. Nie chcieli stresować psa podróżą. Zamiast tego pozwolili mu konać dniami. W bólu. W samotności. W brudzie. Bez pomocy
- czytamy we wpisie.
Po publikacji wpisu i fali komentarzy DD skontaktowało się ze skarbnik miasta Radziejów Jadwigą Wojciechowską, która najpierw stwierdziła, że nie będzie komentować sprawy, po chwili jednak przedstawiła własną wersję wydarzeń.
Stwierdziła, że właścicielem psa był jej mąż.
- Mąż miał tego psa i on się nim opiekował - usłyszeliśmy.
To właśnie na tej linii skarbniczka buduje swoją obronę. Podkreśla, że sama nie zajmowała się zwierzęciem, bo większość dnia spędza w pracy.
– Ja wychodzę do pracy rano i nie patrzę na pieska. Wracam często o godzinie osiemnastej, dziewiętnastej, a nawet ostatnio o dwudziestej. Ja po prostu nigdy tym psem się nie zajmowałam. Nawet raz nie podawałam mu przez cały czas, kiedy był, jedzenia – mówi.
Skarbnik zdecydowanie odrzuca opis przedstawiony przez TOZ jako obraz wieloletniego znęcania się nad zwierzęciem.
- To nie jest tak, że ten pies był zaniedbywany przez lata, bo to nie jest prawdą - podkreśla.
W rozmowie z DD kilkukrotnie wraca do tego, że zwierzę było już stare i jej zdaniem zbliżało się do naturalnego końca życia.
- To był po prostu już pies starszy, który chciał odejść godnie, spokojnie - mówi.
Dodaje, że mąż sygnalizował jej wcześniej pogarszający się stan zwierzęcia.
– Mąż mi tylko powiedział, że on słabnie, że chyba to już jest jego koniec, że właśnie schudł. Był u weterynarza po tabletkę na odrobaczanie, bo mówiłam, może to jednak coś takiego. Mówił mi, że teraz mniej mu je – relacjonuje.
- Pies siłą został wyciągnięty z budy i w drodze po prostu niestety odszedł - stwierdza.
Jadwiga Wojciechowska odnosi się też do fotografii i opisu warunków, które wzburzyły opinię publiczną. Przyznaje, że obraz jest bardzo zły, ale przekonuje, że nie pokazuje pełnego kontekstu.
- Ja wiem, że to jedzenie wygląda okropnie na zdjęciu, ale ten piesek po prostu akurat rozlał to, a wygląda jakbyśmy mu rzucali jedzenie na ziemię. On po prostu przewrócił miskę i akurat te panie się zjawiły, zrobiły zdjęcie - tłumaczy.
Według niej cały obraz został pokazany jednostronnie i wyjątkowo brutalnie.
– To zostało przedstawione w tak okrutny sposób, że ja się nie dziwię, że państwa to dotknęło, bo mnie również – mówi.
Wpis TOZ wywołał w sieci prawdziwą eksplozję komentarzy. Pod postem pojawiły się setki reakcji i udostępnień, a internauci nie kryją oburzenia.
Wielu domaga się ujawnienia danych właścicieli psa, surowego ukarania sprawców i zakazu posiadania zwierząt. Padają też jeszcze mocniejsze słowa, w tym oskarżenia o sadyzm, bestialstwo i celowe zadawanie cierpienia.
Skarbniczka przyznaje, że fala reakcji bardzo ją dotknęła.
– Mam do siebie pretensje, że może bardziej się nim nie zainteresowałam, że mąż miał pod opieką tego pieska i po prostu wierzyłam, że jest okej - mówi.
TOZ zapowiedział zgłoszenie sprawy i walkę o zakaz posiadania zwierząt dla osób odpowiedzialnych za psa. Zwłoki zostały zabezpieczone, mają zostać poddane sekcji, a to jej wyniki mogą stać się jednym z kluczowych elementów dalszego postępowania.
Jadwiga Wojciechowska konsultuje się w sprawie ze swoim prawnikiem.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz