O sprawie zabiegu bliskiego krewnego senatora Tomasza Lenza było głośno już tydzień temu, teraz pojawia się nowe oświadczenie i kolejne zarzuty. Sprawa nie wyhamowuje – wręcz przeciwnie.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
Do tej historii wracamy, bo od początku śledzimy ją na bieżąco. Przypomnijmy – wszystko zaczęło się w poniedziałek, 6 kwietnia, gdy publikacja Wirtualnej Polski wywołała ogólnopolską burzę. Chodziło o zabieg medyczny osoby z najbliższej rodziny senatora Tomasza Lenza w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim. Według medialnych doniesień miał on odbyć się poza standardową procedurą, z pominięciem części formalności.
Już wtedy pojawiło się stanowisko samego senatora, który przekonywał, że wszystko przebiegło zgodnie z zasadami. Sprawa jednak szybko nabrała rozpędu – włączył się Narodowy Fundusz Zdrowia, ruszyła kontrola, a temat przestał być wyłącznie medialnym sporem.
Nowy rozdział tej historii otwiera oświadczenie Tomasza Lenza i jego żony Anny, opublikowane dopiero w niedzielę, 12 kwietnia – czyli niemal tydzień po tym, jak sprawa wybuchła.
Już na samym początku uwagę zwraca forma. Pod nagraniem pojawia się podpis: „Anna i Tomasz Lenz: rodzice Franciszka Jana i Rozalii”. To wyraźne podkreślenie rodzinnego kontekstu i być może próba przesunięcia ciężaru dyskusji z polityki na prywatność. W dalszej części padają bardzo mocne słowa:
– Artykuł ten (Wirtualnej Polski - przyp. red.) uderzył nie w polityka, ale uderzył w naszą rodzinę i w dobro oraz poczucie bezpieczeństwa naszego małoletniego syna. W ostatnich dniach padliśmy ofiarą nieuzasadnionej manipulacji, fali hejtu, a co najgorsze - agresji
– mówi Anna Lenz.
Jeszcze ostrzej brzmią zarzuty samego senatora, który mówi wprost o „trzech kłamstwach”:
– Kłamstwo pierwsze, jakoby małoletnie dziecko zostało przyjęte do szpitala bez kolejki. Otóż w niedzielny poranek, w momencie przyjazdu do szpitala mój małoletni syn i ja byliśmy jedynymi pacjentami (...). Nie było kolejki.
– Kłamstwo drugie, że nie było zgody na zabieg (...). Odbył się on za zgodą rodzica (...). Posiadam dokumentację, w której podpisałem zgodę na zabieg (...).
– Kłamstwo trzecie, jakoby zabieg odbył się bez dokumentacji. Posiadamy tę dokumentację wraz z opisem stanu psychicznego i fizycznego dziecka (...).
Polityk idzie o krok dalej i zapowiada działania prawne:
– W związku z tym kierujemy do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dyrektora szpitala w Aleksandrowie Kujawskim – mówi Lenz.
Głos zabiera także jego żona: – Nie pozostawimy tych kłamstw bez reakcji. Dosyć fali hejtu, dosyć tej agresji. Postanowiliśmy dochodzić ochrony naszego dobrego imienia oraz bezpieczeństwa naszego małoletniego syna na drodze prawnej.
Na oświadczenie szybko odpowiedziała Wirtualna Polska, publikując kolejny materiał. Portal podtrzymuje swoje ustalenia i przedstawia nowe argumenty. Według WP chirurg wykonujący zabieg miał przedstawić dokumentację dopiero po publikacji reportażu – w formie papierowej, z pieczątką poradni chirurgicznej, a nie szpitala. Jednocześnie wskazano, że poradnia w dniu zabiegu była zamknięta, a lekarz miał tam nie pracować.
Portal przytacza też stanowisko szpitala, według którego zabieg „nie został odnotowany w systemie informatycznym”. Dodatkowo pojawia się informacja, że NFZ – w wystąpieniu pokontrolnym – uznał, iż świadczenie odbyło się poza systemem finansowanym ze środków publicznych. To oznaczać może, że placówka nie będzie mogła go rozliczyć, a sprawa może mieć dalsze konsekwencje – również finansowe.
Mamy więc dwie wyraźnie przeciwstawne narracje. Z jednej strony oświadczenie rodziny Lenzów, w którym pojawiają się konkretne zarzuty i zapowiedź kroków prawnych. Z drugiej – media, które nie wycofują się ze swoich ustaleń i publikują kolejne informacje.
Na tym tle zwraca uwagę timing oświadczenia. Pojawia się ono dopiero po kilku dniach od wybuchu sprawy, w momencie gdy trwa już kontrola NFZ i temat jest szeroko komentowany. Sam przekaz ma wyraźnie emocjonalny charakter i mocno akcentuje wątek rodzinny oraz ochronę dziecka. Znaczenie ma też forma – od podpisu, przez sposób prowadzenia narracji, po końcowe ujęcia materiału.
Na końcu opublikowanego oświadczenia pojawia się obraz, który wyraźnie odbiega od wcześniejszego tonu faktograficznego. Małżeństwo Lenzów siedzi razem, trzymając się za ręce, a chwilę później widzowie widzą dziecięcą laurkę z napisem „mama i tata”. Całość zamyka hasło: „Nie dla hejtu. kłamstwa i agresji”.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz