Nocna prohibicja, która zacznie obowiązywać w Toruniu od 1 lipca, wywołuje gorącą dyskusję. Po opublikowaniu listu Czytelnika krytykującego nowe przepisy otrzymaliśmy odpowiedź od mieszkanki miasta.
Kobieta nie zgadza się z argumentami przeciwników zakazu i przekonuje, że w debacie zbyt często mówi się o wygodzie osób kupujących alkohol, a zbyt rzadko o mieszkańcach, którzy od lat muszą znosić skutki nocnego spożywania alkoholu.
::news{"type":"see-also","item":"82607"}
Szanowna Redakcjo,
przeczytałam opublikowany przez Państwa list przeciwnika nocnej prohibicji i muszę przyznać, że jestem zdziwiona. Po raz kolejny cała dyskusja sprowadza się do tego, że ktoś nie będzie mógł kupić alkoholu o północy, a kompletnie pomija się ludzi, którzy przez lata musieli żyć obok skutków takiej „wolności”.
Mieszkam w Toruniu od kilkunastu lat. Widziałam już niejedną nocną awanturę pod sklepem, niejedną grupę osób siedzących na ławkach do trzeciej nad ranem i niejedną interwencję policji. Kiedy czytam, że zakaz sprzedaży alkoholu po 22:00 to ograniczanie wolności, zastanawiam się, gdzie jest wolność mieszkańców, którzy chcą po prostu spokojnie przespać noc.
Przeciwnicy zakazu mówią, że problematyczne osoby i tak zrobią zapasy wcześniej. Być może część tak zrobi. Ale czy to oznacza, że nie warto próbować ograniczyć zjawiska? Tak samo można powiedzieć o każdym przepisie. Skoro ktoś może znaleźć sposób na obejście prawa, to może w ogóle nie wprowadzajmy żadnych regulacji?
::news{"type":"see-also","item":"82610"}
Nie kupuję też argumentu, że miasto chce kogokolwiek wychowywać. Dla mnie to zwykła próba rozwiązania realnego problemu. Jeżeli policja ma ponad tysiąc nocnych interwencji związanych z alkoholem, straż miejska tysiące zgłoszeń, a szpitale setki pacjentów, to udawanie, że problem nie istnieje, byłoby zwyczajnie nieodpowiedzialne.
Szczerze mówiąc, bardziej martwi mnie to, że dla części osób największym problemem jest brak możliwości kupienia piwa o 23:30 niż to, co dzieje się później na ulicach, osiedlach i klatkach schodowych.
Nikt nie zabiera nikomu prawa do kupowania alkoholu. Sklepy są otwarte przez cały dzień. Jeśli ktoś planuje spotkanie ze znajomymi, naprawdę może zrobić zakupy wcześniej.
Moim zdaniem Toruń zrobił to, co wcześniej zrobiło wiele innych miast. I nie sądzę, żeby świat się od tego zawalił. Być może za kilka miesięcy okaże się, że nocnych interwencji jest mniej, a mieszkańcy mają więcej spokoju. Wtedy pewnie mało kto będzie wspominał o rzekomym zamachu na wolność.
Mieszkanka Torunia
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz