REKLAMA

Zapomnijmy wszyscy jak najszybciej o tym sezonie!

09:59, 07.12.2017 | Michał Malinowski
REKLAMA
Skomentuj
Fot. Tomasz Berent

To był jeden najgorszych sezonów w dziejach toruńskiego speedwaya, w którym „Anioły” cudem uniknęły spadku z ekstraligi. W klubie zapewniają, że sytuacja się już nie powtórzy, ale żeby tak się stało, muszą zostać wyciągnięte wnioski.

Już przed sezonem, patrząc na skład, jaki się udało zmontować toruńskim włodarzom, trudno było być wielkim optymistą. Co prawda, Przemysław Termiński w przedsezonowym typowaniu na łamach naszego portalu postawił na finał Toruń - Zielona Góra, ale jak pokazał sezon, pomylił się. I to mocno.

Kluczowe dla fatalnego sezonu były nieznaczne porażki przed własną publicznością - 44:46 z drużynami z Gorzowa Wielkopolskiego, Leszna i Zielonej Góry. Zespół nie jechał. Zawodzili zawodnicy, na których kibice bardzo liczyli: Paweł Przedpełski (pierwszy sezon w roli seniora), Chris Holder czy Michael Jepsen Jensen. Jacek Gajewski co mecz rotował składem, nie potrafiąc znaleźć tego jedynego, właściwego ustawienia.

Kibice nie wiedzieli, co się dzieje. Co prawda, swoje jechali Adrian Miedziński i Greg Hancock, ale to było zdecydowanie za mało. Wyniki nie przychodziły. Get Well Toruń znalazł się na dnie ligowej tabeli. Do tego zaczęły dochodzić kontuzje. Najpierw Paweł Przedpełski, później Adrian Miedziński i na koniec Greg Hancock. 

W lipcu właściciel w porozumieniu z radą nadzorczą zdecydowali się na rewolucję. Jacka Gajewskiego, którego dymisji domagali się kibice, zastąpił dobrze znany w środowisku Jacek Frątczak. W dodatku w obliczu kontuzji trzeba było się rozejrzeć za jakimś zawodnikiem. Wybór padł na młodszego z braci Holderów - Jacka.  I był to strzał w dziesiątkę. 

Australijczyk znakomicie wkomponował się w nowy zespół, ale koniec końców efekt był z tego marny, bo drużynie w pewnym momencie w oczy zajrzało widmo bezpośredniego spadku z ligi. Na całe szczęście do tego nie doszło. Zdecydował wygrany mecz w Grudziądzu i późniejszy rewanż na Motoarenie, dzięki czemu „Anioły” pojechały w barażach.

Dwumecz ze Zdunek Wybrzeżem Gdańsk miał być spacerkiem. Już w pierwszym meczu Get Well Toruń miał zapewnić sobie ligowy byt. I tu zaczęły się schody. Na Motoarenie gospodarze, mimo kapitalnego początku, wygrali zaledwie 47:43. Przed rewanżem w Gdańsku zrobiło się naprawdę gorąco. Prawie cała żużlowa Polska życzyła Toruniowi spadku. 

Ale na całe szczęście nasz zespół pokazał w decydującej rozgrywce charakter. „Anioły” pewnie zwyciężyły w Gdańsku 50:40, pozostając tym samym jedyną drużyną w Polsce, które nie zaznała smaku spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej. Niedługo później klub rozpoczął przygotowania do nowego sezonu. Karuzela transferowa ruszyła na dobre. Pojawiało się wiele nazwisk, ale ostatecznie postawiono na opcję zagraniczną.

Do drużyny dołączyli: Jason Doyle, Niels Kristian Iversen oraz Rune Holta. W drugą stronę powędrowali: Michael Jepsen Jensen i… Adrian Miedziński. Pierwszy do Zielonej Góry, drugi do Częstochowy. „Miedziak”, wychowanek Apatora, po 16 latach rozstaje się z klubem. Dla wielu było  i wciąż jest to szokiem. Skład, jaki powstał w Toruniu na sezon 2018, nie dość, że jest jednym z najdroższych w lidze, to jest też na pewno jednym  z najsilniejszych. Przynajmniej na papierze. Awans do fazy play-off to obowiązek tego zespołu. I taki też cel postawiono przed drużyną.

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

do autorado autora

0 0

do autora,
to nie wygrane mecze z GKM nas uratowaly, a odjecie pktów Laguty.
14:39, 08.12.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017