Jeszcze kilka dni temu była osobliwa wystawa, dziś nie ma nic. Internet, strach… a może coś więcej? Ta historia robi się coraz ciekawsza.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
We wtorek (17 marca) między Kaplicą Wolfa a Leśniczówką Gronowo ktoś postanowił zostać kuratorem sztuki współczesnej. W pakiecie: gipsowe rzeźby, gruz, płytki ceramiczne. Lokalizacja – środek lasu. Klimat – raczej „postapo” niż „eko”.
Leśnicy nie kryli oburzenia, mieszkańcy przecierali oczy, a internet… jak to internet, ruszył do akcji. Udostępnienia poszły w świat, komentarze się zagotowały, a sprawa zaczęła żyć własnym życiem. I wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
::news{"type":"see-also","item":"78662"}
Ekspozycja została zamknięta szybciej niż niejedna galeria w centrum miasta.
Kilka dni później – cisza, spokój, natura. I ani śladu po „dziełach”. Nadleśnictwo Golub-Dobrzyń podsumowało sprawę z lekkim uśmiechem: „magia internetu albo strach przed mandatem”.
I faktycznie – można sobie wyobrazić scenariusz: ktoś widzi, że zrobiło się głośno, odpala przyczepkę, zakłada rękawice i w trybie pilnym sprząta swoją twórczość, zanim ktoś zapuka do drzwi. Taki szybki demontaż instalacji. Bez wernisażu, bez pożegnania, bez katalogu.
Jest też wersja bardziej optymistyczna. Może ktoś z mieszkańców po prostu nie wytrzymał i powiedział: „Dość, sprzątam to”. Cichy bohater, który zamiast pisać komentarze, wsiadł w auto i zrobił robotę. Zero fleszy, zero nagród, maksimum efektu. Ale jest też trzecia opcja...
Bo umówmy się – sytuacja była na tyle absurdalna, że aż prosi się o mniej przyziemne wyjaśnienie. Może ktoś (albo coś) spojrzało na tę „wystawę” i uznało, że to jednak za dużo, nawet jak na standardy planety Ziemia. Może gdzieś w kosmosie zapaliła się kontrolka: „Estetyka – poziom krytyczny”.
I wtedy – szybka interwencja, błysk, teleportacja i po sprawie. Leśnicy tej wersji nie potwierdzają. Ale też – co istotne – nie zaprzeczają.
A tak całkiem serio – historia pokazuje coś, co wcale nie jest takie oczywiste. Kilka udostępnień, trochę szumu i nagle okazuje się, że nawet najbardziej bezczelne „akcje” można odwrócić.
Las wrócił do normy, rzeźby zniknęły, a sprawca – jeśli to on – raczej długo tej lekcji nie zapomni. I choć nie wiemy, kto dokładnie posprzątał, jedno jest pewne. Ta „wystawa” nie przejdzie do historii sztuki. Ale jako przykład działania internetu? Już tak.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz