Zamknij
Ważne

Czy nasze "jo" to powód do dumy czy wstydu?

POG 17:00, 21.03.2017 Aktualizacja: 10:09, 27.10.2025
Czy nasze "jo" to powód do dumy czy wstydu? Jak myślicie, Mikołaj Kopernik też mówił "jo"? Fot. Tomasz Berent

Dialekt toruński nie jest tak rozbudowany jak np. kaszubski, ale niemal każdy Polak zna charakterystyczne "jo". Sprawdziliśmy ile regionalizmów zostało jeszcze w słowniku naszego miasta.

Niemiecka administracja na Pomorzu przynajmniej dwukrotnie odcisnęła piętno na lokalnej mowie - raz przy panowaniu Krzyżaków oraz w XVIII w., gdy przyszedł pruski zaborca. Najbardziej charakterystyczną pamiątką z przeszłości jest "jo", które zaciągnięte z niemieckiego "ja", oznacza "tak". Dlatego wyraz doczekał się funkcji potwierdzającej, ale można go usłyszeć w pytaniach.

Czy w takim razie Toruń może pochwalić się własną gwarą miejską? Okazuje się, że problem jest bardziej złożony. Językoznawcy podkreślają, że miejski żargon wykształca się przeważnie w dużych aglomeracjach, tj. Warszawie, Łodzi czy Katowicach. Toruń do tej grupy nigdy nie należał, dlatego trudno znaleźć zwroty wyłącznie charakterystyczne dla naszego miasta. Natomiast mamy wiele wspólnego z językiem innych pomorskich miejscowości. "Jo" na pewno usłyszymy w Gdańsku i Tucholi.

- Język toruński jest tym samym, co gwara chełmińska. Wystarczy zapytać o to starszych mieszkańców Torunia, czyli rodowitych Pomorzan. Czasem jeszcze posługują się dialektem pochodzącym z czasów przedpiastowskich. Trzeba jednak pamiętać, że podlegał on germanizacji  - tłumaczy Dariusz Meller, autor słownika języka chełmżyńskiego.

Do dzisiaj torunianie określają kapcie "laczkami", a Strugę Toruńską "Bachą", która oznacza z niemieckiego rzeczkę. Okazuje się, że tych zwrotów jest więcej.

- Gdy w 1999 r. przyjechałem do Torunia na studia, drażniło mnie to całe toruńskie "jojeczenie" - mówi Paweł, mieszkaniec Rubinkowa od 2004 r. - Po ok. 10 latach sam zacząłem mówić "jo". Najpierw dla żartu, a później jakoś weszło mi to w krew. Studiowałem z ludźmi z różnych części Polski i często wymienialiśmy się swoimi słówkami. Do dzisiaj śmieszą mnie "pałki", czyli udka z kurczaka czy też bydgoskie "robienie łóżka", czyli ścielenie. Tych różnic językowych jest jednak coraz mniej. Szkoda, że na sklepowych półkach nie ma już etykiet typu "szneka z glancem".

Są też przypadki, że zwrot "jo" może drażnić słuchacza. 

- Moja znajoma z Olsztyna już na studiach zapowiedziała, że nigdy nie powie "jo" i konsekwentnie się tego trzyma - mówi Marcelina, która całe życie mieszka na Bydgoskim. - Co więcej, zabrania mówić "jo" dzieciom, a nawet mężowi, który jest z Torunia. Prawdę mówiąc, w naszym mieście coraz rzadziej słychać "jo". Trochę szkoda.

Co ciekawe w Toruniu możemy się spotkać z pomieszaniem języków. Dlaczego? Nasze miasto leży na językowej linii granicznej, która przebiega przez Wisłę. Rzeka dzieli gwarę naszego regionu na kujawską i chełmińską. Typowy dialekt "bydgoskiej" części województwa to czasowniki zakończone końcówką "-om": "pójdom", "zaniosom".

Czy toruńska gwara skończy się na "jo"? Znacie jakieś typowe toruńskie słówka? 

 

(POG)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
0%