Locha z młodymi na osiedlowym trawniku, dzik przy śmietniku, stado przechadzające się między blokami – takie obrazki coraz rzadziej wywołują zdziwienie. Dziki zadomowiły się w polskich miastach na dobre, a mieszkańcy mają na ten temat wyraźnie podzielone zdanie.
Z badania przeprowadzonego przez Wirtualną Polskę na Ogólnopolskim Panelu Badawczym Ariadna wynika interesująca sprzeczność. Niemal połowa ankietowanych – dokładnie 49 proc. – uważa, że dziki stanowią realne zagrożenie dla mieszkańców miast. Jednocześnie aż 70 proc. badanych przyznaje, że osobiście nigdy nie czuło się zagrożonych ich obecnością.
To wyraźna rozbieżność: jako społeczeństwo uznajemy dziki za niebezpieczne, ale w praktyce nasze kontakty z nimi rzadko budzą strach.
Większość Polaków – 61 proc. – nie widziała dzika w swojej okolicy w ciągu ostatniego roku. Jednak 14 proc. badanych spotyka te zwierzęta regularnie, od raz w miesiącu po niemal codziennie. To nie jest już margines. W największych miastach – Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście – doniesienia o dzikach na osiedlach pojawiają się kilka razy w sezonie.
Przyczyna jest prosta: niezabezpieczone śmietniki i łatwy dostęp do pożywienia sprawiają, że miasto staje się dla dzika miejscem atrakcyjniejszym niż las. Zwierzęta są inteligentne i szybko uczą się, gdzie warto wracać.
Gdy pytanie dotyczy rozwiązań, Polacy okazują się zaskakująco empatyczni wobec dzikich lokatorów. Zdecydowanie najpopularniejsza opcja to odłów i relokacja – przewiezienie zwierząt do lasów z dala od zabudowań. Popiera ją 45 proc. respondentów. Odstrzał i inne metody uśmiercające mają zaledwie 14 proc. zwolenników – tyle samo, co podejście odwrotne, czyli niezajmowanie się dzikami, a zamiast tego lepsze zabezpieczenie infrastruktury: solidniejsze płoty i szczelne wiaty śmietnikowe.
10 proc. badanych stawia na metody odstraszające, takie jak huki czy preparaty zapachowe.
Eksperci od lat wskazują, że samo odławianie i przewożenie dzików to działanie doraźne. Dopóki miasto oferuje łatwe jedzenie w niezabezpieczonych kontenerach na odpady, zwierzęta będą wracać lub zastępować je kolejne. Szczelne wiaty śmietnikowe i edukacja mieszkańców, by nie dokarmiać dzikich zwierząt, to najtańsze i najtrwalsze rozwiązania – ale wymagają konsekwencji ze strony zarządców nieruchomości i samorządów.
Problem ma też wymiar sanitarny. Dziki są nosicielami afrykańskiego pomoru świń, który od kilku lat szerzy się w Polsce wśród populacji leśnej. Obecność zarażonych osobników w mieście to ryzyko nie dla ludzi, ale dla hodowców trzody chlewnej w całym regionie.
Badanie dla Wirtualnej Polski przeprowadzono w dniach 15–18 maja 2026 r. na próbie 1090 osób dobranych według reprezentacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz