Jeszcze kilka miesięcy temu o sprawie Bedirhana Çeriego pisała cała Polska. Dziś na toruńskich grupach na Facebooku krąży inna wiadomość – salon przy ul. Prostej 33 nie został zamknięty i wciąż przyjmuje klientów. Co prawda zmieniła się twarz za fotelem, ale miejsce nadal działa.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
Już w czerwcu 2025 roku informowaliśmy na DD Toruń o dramatycznej sytuacji młodego barbera z Turcji. Bedirhan Çeri, Kurd, który w Toruniu zbudował od podstaw własny biznes, stanął w obliczu deportacji.
Problemy zaczęły się w 2024 roku, gdy złożył wniosek o kolejne pozwolenie na pracę. Pismo z urzędu – jak później ustalono – nie dotarło do niego z powodu błędu pocztowego. Gdy dowiedział się o brakach formalnych, natychmiast je uzupełnił. Mimo to Straż Graniczna uznała, że przez pewien okres przebywał w Polsce bez wymaganych dokumentów.
::news{"type":"see-also","item":"68616"}
Choć później otrzymał pozwolenie na pracę, a nawet jego przedłużenie, decyzja o zobowiązaniu do opuszczenia kraju została podtrzymana. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, jednak 10 grudnia sąd oddalił skargę. Ostatecznie Bedirhan musi wrócić do Turcji. Ma wylecieć z Polski 22 lutego.
W ostatnich dniach na toruńskich grupach zaczęły pojawiać się pytania: czy salon przy Prostej 33 został zamknięty? Odpowiedź przyszła szybko. Nowy właściciel, Daniel Trzpil, opublikował stanowisko, które szeroko udostępniano w sieci.
– Plotki o naszym zamknięciu były przedwczesne! Salon nie tylko nadal działa, ale wchodzi w nowy etap z tą samą pasją i energią!
– napisał.
– Jako nowy właściciel dbam o to, aby standardy, które pokochaliście, pozostały na najwyższym poziomie. Chcę, aby każdy z Was po wyjściu z fotela czuł się jak „King”. Co się zmienia? Twarz za fotelem, ale jakość, atmosfera i profesjonalizm zostają bez zmian – podkreślił.
W komentarzach zapewnił również: – Bedi wróci do naszego zespołu silniejszy niż kiedykolwiek, i szybciej niż wszystkim się wydaje.
Do dyskusji odniósł się także sam zainteresowany. W emocjonalnym wpisie podziękował torunianom za wsparcie i odniósł się do krytycznych komentarzy.
– Moim zdaniem tu nie chodzi o ceny u fryzjera ani o samo strzyżenie. Przede wszystkim liczy się dobre wychowanie, szacunek do każdego człowieka oraz uczciwe prowadzenie biznesu. Jeśli chodzi o mnie kiedy otwierałem ten salon, miałem 22 lata. Nie wziąłem od nikogo ani grosza. Przez dwa lata ciężko pracowałem i z pieniędzy zarobionych własnymi rękami otworzyłem swój pierwszy lokal
– napisał.
Podkreślił też, jak wiele kosztowała go ta historia: – Bardzo trudno jest stracić coś, na co pracowało się paznokciami. (…) Nie oceniajcie ludzi, nie znając ich historii.
W odpowiedzi na jeden z komentarzy dodał: – Uwierz mi, spędzanie życia na zazdrości wobec innych tylko ciągnie człowieka w dół; nie przynosi to nikomu żadnej korzyści.
Pod postami nie zabrakło poruszających słów od klientów. Jeden z internautów napisał:
– Serce pęka, patrząc na ten salon. Bedi walczył do końca z polską biurokracją, żeby móc nas strzyc i tworzyć to miejsce, ale system okazał się bezlitosny. Bez niego to już nie jest ten sam turecki barber – to tylko wspomnienie po kimś, kto chciał tu żyć i pracować, a komu na to nie pozwolono. (…) Nowym osobom, którzy tworzą to miejsce życzę powodzenia!
Dyskusja wciąż trwa, ale jedno jest pewne – mimo wyjazdu Bediego salon przy ul. Prostej 33 nie znika z mapy Torunia. Lokal działa, ma nowych właścicieli i – jak zapewniają – chce utrzymać poziom, do którego przyzwyczaili się klienci.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz