Wędkarze rozbijają lód i wyciągają martwe ryby z Martówki. Twierdzą, że trwa zimowa przyducha. Czy miasto zareaguje? Sprawdzamy.
::addons{"type":"alert"}
Na początku lutego alarmowaliśmy o możliwym „ekologicznym dramacie” na Martówce w parku miejskim na Bydgoskim Przedmieściu w Toruniu. Wtedy głosy były podzielone – jedni mówili o zagrożeniu dla ryb zimujących pod lodem, inni uspokajali, że to naturalny proces.
::news{"type":"see-also","item":"76856"}
Dziś temat wraca z nową siłą. Do redakcji piszą wędkarze, którzy twierdzą, że sytuacja jest poważna.
2 lutego informowaliśmy o emocjonalnym wpisie jednego z mieszkańców, który obawiał się, że pod lodem dochodzi do przyduchy zimowej. W dyskusji pojawiały się informacje o samodzielnym kuciu przerębli przez mieszkańców.
::photoreport{"type":"see-button","item":"14744"}
Miasto zapewniało wówczas, że sytuacja jest monitorowana.
– Służby miejskie monitorują na bieżąco stan zbiornika. W jego środkowej części, gdzie zlokalizowany jest dopływ wody gruntowej z rejonu ul. Bydgoskiej (stary kanał deszczowy) nie wykształciła się pokrywa lodowa na powierzchni kilkunastu m.kw. W tym miejscu trwa powiększanie otworu, aby umożliwić wymianę gazową. Otwory zostaną także wycięte w części środkowej zachodniego plosa zbiornika – prace są w toku. Działania będą prowadzone w kolejnych dniach
– mówił nam Marcin Centkowski, rzecznik Prezydenta Torunia.
Rzecznik zastrzegał jednocześnie, że przy silnych mrozach skuteczność takich działań może być ograniczona.
Teraz głos zabierają osoby, które – jak podkreślają – są nad zbiornikiem niemal codziennie. Jeden z czytelników, wędkarz, opisuje sytuację w mocnych słowach.
– Na Martówce trwa zimowa przyducha ryb. Czy można to jakoś mocniej nagłośnić tak żeby miasto się tym zajęło? Na chwilę obecną sprawa wygląda tak że my, lokalni wędkarze rozbijamy lód i wyciągamy martwe ryby, które schodzą się w jedno miejsce na całym zbiorniku. Jeżeli nikt się tym nie zajmie, będzie mini katastrofa ekologiczna, bo pewnie nikt nie uprzątnie tych ryb zalegających na dnie
– pisze do nas.
Według jego relacji, martwe ryby mają gromadzić się w jednym miejscu zbiornika. Wędkarze próbują reagować na własną rękę – rozbijają lód i wyciągają padłe osobniki. Obawiają się jednak, że jeśli sytuacja potrwa dłużej, dojdzie do masowego śnięcia ryb.
Zimowa przyducha to zjawisko znane w płytkich i zamulonych zbiornikach. Długotrwała pokrywa lodowa i śnieg ograniczają dostęp światła, rośliny przestają produkować tlen, a jego poziom w wodzie spada. Przy obecnych, utrzymujących się mrozach, ryzyko takich zjawisk rośnie.
Wędkarze oczekują konkretnych działań i – jak piszą – „mocniejszego nagłośnienia sprawy”, by temat nie został zbagatelizowany.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz