fot. Tomasz Berent
Ruszył proces w sprawie transakcji na akcjach Boryszew, które przeprowadzili trzy lata temu Grażyna i Roman Karkosikowie.
Pierwsza rozprawa w toruńskim sądzie już za nami. Po rozprawach przygotowawczych przyszedł czas na rozprawę właściwą, podczas której zeznawać mieli oskarżeni. Nam udało się porozmawiać z Romanem Karkosikiem tuż przed rozpoczęciem przewodu.
- Te zarzuty są śmieszne – uważa Roman Karkosik, właściciel spółki Boryszew. - Oni na niczym się nie znają inie wiedzą co to są manipulacje. Na siłę próbują coś zrobić. A Komisja Nadzoru Finansowego od dłuższego czasu mnie ściga. Działamy zgodnie z prawem i udowodnimy to. Transakcje typu cross nie wpłynęły ani na cenę, ani na podaż. Te transakcje miały wyłącznie służyć optymalizacji mojego prywatnego podatku. Podam przykład: gdybym miał akcje po 10 groszy za 100 tys. zł, drugi pakiet akcji za milion złotych po złotówce i w pierwszym roku sprzedałbym je taniej, np. po 50 groszy, to zapłaciłbym duży podatek.
Przypomnijmy, prokuratura razem z KNF zarzucają małżeństwu Karkosików manipulacje na giełdzie akcjami Boryszewa w 2013 r., które mogły wprowadzić w błąd co do popytu i podaży akcji. Zdaniem organów takie działania miały służyć utrzymaniu się spółki Boryszew na indeksie WIG 20 i jest to przestępstwo określone w art. 183, ust.1 ustawy o obrocie instrumentami prawnymi.
W trakcie pierwszej rozprawy ani Grażyna, ani Roman Karkosik nie złożyli zeznań, nie przyznali się też do winy. Grażyna Karkosik przyznała jedynie, że to mąż poprosił ją o pomoc w uporządkowaniu podatków i żadnego innego celu transakcje nie miały.
Sędzia Ewa Lemanowicz odczytała za to zeznania złożone wcześniej przez Karkosika w warszawskiej prokuraturze. Tłumaczył tam, charakter transakcji typu cross, które nie są odnotowywane w arkuszu zleceń, więc de facto inwestorzy nie widzą tych transakcji i nie mają one wpływu na volumen obrotów, zatem nie można mówić o tym, że mogły one służyć zwiększeniu np. popytu na akcje Boryszewa.
Karkosik wyjaśniał też szczegółowo jak doszło do podjęcia tych transakcji, które doradzał ekspert podatkowy, a on sam konsultował te działania z kilkoma prawnikami, którzy powołując się na najnowsze komentarze prawne nie dopatrzyli się możliwości złamania prawa. Karkosik wyjaśniał też, że gdyby tego nie uczynił, musiałby zapłacić bardzo duży podatek. Karkosik w wyjaśnieniach podnosi też brak wiedzy i nierzetelność biegłego, powołanego przez prokuraturę.
Ta z kolei przyznaje, że to jedyna przywołana opinia ekspercka.
- Tak, aczkolwiek to jest kwestia interpretacji całego procesu i okoliczności faktycznej, co do których nie ma wątpliwości - mówi Andrzej Rosiński, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Toruniu. - Są wątpliwości natury prawnej i to jest kwestia prawa. Jak to się potoczy i to jeszcze w świetle spodziewanych zmian w przepisach, to nie wiadomo
Kolejną rozprawę zaplanowano na 6 czerwca br.