Przed Sądem Okręgowym w Słupsku rozpoczął się proces 33-letniego Artura M. oskarżonego m.in. o zabójstwo sąsiada i wrzucenie jego ciała do szamba. Mężczyzna częściowo przyznał się do stawianych zarzutów. Żałuję tego, co zrobiłem panu Marianowi – mówił oskarżony na sali rozpraw.
Doprowadzony z aresztu Artur M. stanął przed sądem za zabójstwo Mariana M., do którego doszło 15 sierpnia 2021 r. w Pobłociu (pow. słupski, woj. pomorskie).
Prokurator Prokuratury Rejonowej w Słupsku Marcin Natkaniec, odczytując zarzuty z aktu oskarżenia mówił, że oskarżony, chcąc pozbawić życia Mariana M., wielokrotnie uderzał go pięścią i nieustalonym tępokrawędzistym bądź obłym narzędziem w głowę, kopał go po niej i zaciskał mu na szyi pętlę z bandaża, powodując liczne obrażenia. Następnie wrzucił go do zbiornika z nieczystościami i „spowodował śmierć Mariana M. w następstwie duszenia gwałtownego”.
Ponadto prokurator zarzucił Arturowi M. wywieranie wpływu na świadka Julię S. poprzez wielokrotne używanie wobec niej groźby pozbawienia życia od dnia zabójstwa do 5 listopada 2021 r.
Artur M. wcześniej karany m.in. za umyślne przestępstwo popełnione z użyciem przemocy, na sali sądowej częściowo przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów.
- Żałuję tego, co zrobiłem panu Marianowi. To się wymknęło spod kontroli. Serdecznie żałuję – mówił oskarżony w sądzie. Jeszcze przed rozprawą napisał list do wdowy po Marianie M., o którym kobieta poinformowała w sądzie.
- To był akt skruchy, pan M. chciał mnie przeprosić za wyrządzone krzywdy, bo rana, którą mi zadał na pewno jeszcze się nie zagoiła. Napisał, że wyrządził krzywdę mi, sobie i swojej rodzinie – powiedziała Bożena M.
Artur M. przyznał, że wypił wcześniej z kolega 0,7 l. wódki i kilka drinków, zanim przyszedł do jego domu w Pobłociu Marian M. i zapytał „czy nie mam trochę wódeczki”. W piciu alkoholu towarzyszyła im Julia Ś., partnerka oskarżonego.
- Ocknąłem się, zobaczyłem, że moja Julia nie ma koszulki i Marian nad nią stał bez spodni, szarpał ją, uderzyłem go w nos i szczękę, upadając się uderzył, była krew. Dałem mu ręcznik i bandaż, kazałem opuścić mój dom. Myślałem, że sobie to wyjaśniliśmy, a on wstał, ruszył w moją stronę i powiedział, że nie mam się wtrącać, będzie robił to, co będzie chciał. Odebrałem to jednoznacznie, że chciał mi kobietę zgwałcić. I wtedy do niego doskoczyłem, i poszło. Siedziałem nad nim w potężnej kałuży krwi - relacjonował oskarżony.
W sądzie wyjaśniał, że uderzał Mariana M. w głowę gołą pięścią, drugą trzymał go za krtań. Do zadawania ciosów nie użył żadnego narzędzia. Przekonywał, że nie udusił go „bandażem elastycznym”.
„To nieprawda. Bandaż mi posłużył do przeniesienia zwłok z domu do ogrodu” – mówił w sądzie. Dodał, że bandaż okręcił wokół szyi Mariana M., i ciągnąc za niego zawlókł zwłoki zawinięte w poszewkę do szamba odległego od domu o 20-30 m. Właz do szamba przykrył kamieniem.
- Było pełno krwi. Jestem przekonany, że zanim przeniosłem zwłoki, pan Marian już nie żył. Nie było żadnych czynności życiowych, nie był wyczuwalny puls, nie oddychał. Jestem po szkoleniach pierwszej pomocy – wyjaśniał oskarżony.
Świadkiem zabójstwa była Julia Ś.
- Ciężko to przyjęła. Ona widziała to wszystko, na co dzień nikt nie widzi, jak ktoś kogoś zabija. Powiedziałem, żeby się nie martwiła, uspokoiła, czego ma się bać, skoro jesteśmy w związku, ja ją kocham” – wyjaśniał oskarżony.
Jednocześnie dodał, że powiedział jej, że „jak komuś powie, to może mnie stracić na całe życie i może być pociągnięta do odpowiedzialności. Ja ją zmusiłem do trzymania wszystkiego w tajemnicy. Pewnie bym jej nic nie zrobił. Słownie ją zastraszyłem”.
Dzień po zabójstwie Artur M. poszedł na mecz, szykował się do wyjazdu do pracy w Szwecji. „To było dawno ustalone. Ja nie uciekłem. Wyjechałem 16 sierpnia. Do Polski przyjechałem w październiku” – powiedział oskarżony.
Żona Mariana M. jego zaginięcie zgłosiła policji 20 sierpnia. Wcześniej szukała go na własną rękę, licząc, że może jest u któregoś z kolegów. Mężczyzna miał problem alkoholowy, ale, jak zeznała we wtorek Bożena M. „mąż zwykle pił sam, jak wypił, był spokojny, spał, unikał towarzystwa”.
Ciało Mariana M. wyłowiono z szamba 5 listopada 2021 r. Do zatrzymania Artura M. doszło dopiero w grudniu 2021 r. w pociągu w Lęborku. Był poszukiwany listem gończym.
Za zabójstwo grozi kara nawet dożywocia.
2 0
Nie wolno wyrzucać bio odpadów do szamba!
1 0
Co za patolstwo... Wszystkim im należy się KS, nawet nie dożywocie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz