REKLAMA

Dwie zagadki, dwa śledztwa, dwa razy więcej morderstw...

10:15, 14.11.2017 | Rozmawiał: Adrian Aleksandrowicz
REKLAMA
Skomentuj
fot. nadesłane

Nową książkę Marcela Woźniaka od kilku dni możemy kupić w dobrych księgarniach i sklepach internetowych, kilka miesięcy wcześniej ukazała się druga część trylogii o Marku Benerze autorstwa Roberta Małeckiego. Dwóch pisarzy postanowiło wspólnie promować swoje publikacje. Już w środę (15 listopada) w Dworze Artusa opowiedzą o swoim najnowszych książkach. To będzie pojedynek!

Robert Małecki - dziennikarz, politolog i filozof. Jego debiutancka książka - "Najgorsze dopiero nadejdzie" - zebrała wiele pozytywnych opinii czytelników i krytyków. Kilka miesięcy temu wydał jej kontynuację - "Porzuć swój strach".

fot. Tomasz Berent

- Jak bardzo innego Marka Benera poznajemy w drugiej części twojej trylogii?

- To nadal ten sam dziennikarz z długimi włosami na głowie i trampkami na nogach, który wciąż przeżywa traumę związaną z tajemniczym zaginięciem ukochanej żony. Tym większa to trauma, że Agata Bener była w szóstym miesiącu ciąży. W drugim tomie akcja rozgrywa się sześć lat po jej zaginięciu, a to oznacza, że Bener faktycznie jest inny. Czuje, doświadcza tego na co dzień, że jego żona odchodzi od niego ponownie. Tym razem ucieka z jego pamięci i Bener to bardzo przeżywa. Ale nie oznacza to, że częściej zagląda do kieliszka albo płacze w kącie sypialni. Nadal ma w sobie dużo werwy.

- Jak reagujesz na porównania Benera do innego znanego fikcyjnego dziennikarza w literaturze, Mikaela Blomkvista?

- Najczęściej reaguję uśmiechem. Po pierwsze dlatego, że -  wstyd się przyznać - nie poznałem jeszcze bohatera trylogii Stiega Larssona. A po drugie, czytelnicze porównania i skojarzenia chodzą własnymi ścieżkami. Oczywiście jest mi miło to słyszeć, ale nie wiem, na ile te postaci są do siebie podobne.

- Czy drugą książkę pisze się prościej niż debiut? 

- Mam wrażenie, że każdą następną książkę pisze się trudniej, bo mam wobec siebie większe wymagania. Chciałbym, aby w każdym z trzech tomów tej toruńskiej trylogii czytelnik patrzył na głównego bohatera przez inny pryzmat, a także z innej perspektywy spoglądał na miasto. I jednocześnie, żeby każda z powieści składających się na ten swoisty tryptyk była konstrukcyjnie inna. Jeśli uda się to osiągnąć, będę szczęśliwy.

 - W tej części Benerowi jest trudniej rozwiązać swoje dziennikarskie śledztwo, czy wyjdzie zwycięsko z pojedynku ze swoją przeszłością?

- To się okaże dopiero w trzecim tomie i niczego w tej sprawie zdradzać mi nie wolno, żeby nie psuć czytelniczej zabawy.

- Zdradzisz coś o trzeciej części serii o Marku Benerze?

- Akcja trzeciej części rozgrywa się w lutym 2017 r. Mroźna zima skuła Wisłę, a Bener w trakcie śnieżnej zawieruchy rozpoczyna poszukiwania długoletniej ofiary depresji i mobbingu - Jana Stemperskiego. Jest przekonany, że szuka tak naprawdę jego zwłok. Sam zresztą też wygląda jak trup, bo kilka miesięcy wcześniej stało się coś, co sprawiło, że cierpi jeszcze bardziej. I tu - przynajmniej na razie - postawmy kropkę.

 

Marcel Woźniak - pisarz i scenarzysta, doktorant literaturoznawstwa na UMK. Zadebiutował książką "Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka jak moje życie", otrzymując nagrodę Magazynu KSIĄŻKI. Kolejny utwór, kryminał "Powtórka", również okazał się bestsellerem. Właśnie wyszła jego kontynuacja - "Mgnienie"

fot. Tomasz Berent

- Akcja "Mgnienia" dzieje się nie tylko w Toruniu, ale zahacza o rodzinne strony Brodzkiego, czy twoi czytelnicy nie będą czuli się poszkodowani tym, że nie koncentrujesz się na Toruniu?

- Myślę, że czytelnicy są spragnieni ciekawych miejsc, zapachów, a przede wszystkim intrygi. Podróże między Toruniem a Darłowem świat bohaterów tylko ubarwiają. Ale spokojnie. Torunian mogę zapewnić, że trzy z pięciu rozdziałów toczą się w Mieście Aniołów. Tym razem zaglądamy na Rubinkowo, Bydgoskie czy Starówkę. Na przykład do pracowni kapeluszniczej na ulicy Szewskiej...

- Jaką postacią będzie tym razem Leon? Czy będzie zupełnie inną postacią, niż ta, którą kojarzymy z pierwszej części twojej trylogii?

- Bohaterowie zawsze przechodzą zmianę, podobnie jak ludzie. Czy tego chcemy czy nie, zmieniamy się my i nasze otoczenie. Leon pozostaje tym samym, nieustępliwym gliną o ciętym dowcipie, ale wydarzenia z pierwszego tomu, czyli "Powtórki" odbiły się na nim. Jest bardziej ludzki, i tym bardziej trzymamy za niego kciuki.

- Po publikacji swojego literackiego debiutu otrzymałeś wiele nagród i gratulacji. Jakie literackie lub okołoliterackie doświadczenia były dla ciebie najcenniejsze?

- Reakcje czytelników są zawsze miłe i autentycznie się z tego cieszę. Zapamiętałem dwie opowieści. Otóż jedna pani z Poznania, którą zresztą potem poznałem, przejechała swój przystanek tramwajem, ponieważ pochłonęła ją lektura książki. Inny człowiek pojechał do domu dłuższą drogą, żeby dokończyć słuchanie w aucie audiobooka. To są rzeczy, które pozostawiam bez komentarza. Są szczere i napawają mnie radością.

- Praca nad drugą książką chyba powinna być prostsza niż pisanie literackiego debiutu, jak to było w twoim przypadku?

- I tu państwa zaskoczę. Z jednej strony, istotnie, robienie czegoś po raz wtóry jest o tyle łatwiejsze, że znamy przeciwnika. W "Powtórce" po napisaniu każdego zdania widziałem przepaść niedokończonej książki. Nie wiedziałem, jak się pisze powieść. Wydawało mi się tylko. W "Mgnieniu" wiedziałem, jak należy to rozplanować, ale pojawił się inny problem: powtórka z "Powtórki". Jak wprowadzić czytelnika do kontynuacji? Jak napisać w ciekawy sposób dla kogoś, kto pierwszą część czytał, a nie zdradzić za wiele temu, kto zaczął od tomu drugiego? Nagle się okazało, że jednocześnie chcę ruszyć z akcją, a w tym samym czasie próbuję przedstawić to, co było. Stąd pierwsze strony są kompromisem, wciągając czytelnika coraz bardziej i bardziej w mroczny świat "Mgnienia"...

- Zdradzisz coś o trzeciej części swojej trylogii? Zacząłeś już pracę?

- Tak, książka jest "na warsztacie". Ma być odpowiedzią na nurtujące Leona Brodzkiego pytania. W tym celu nie tylko kolejny raz przemierzymy Toruń, ale cofniemy się także w czasie - do Torunia z lat osiemdziesiątych. Więcej zdradzić nie mogę, ale kilka szczegółów opowiem na środowym spotkaniu w Dworze Artusa, na które serdecznie zapraszam.

 

Spotkanie rozpocznie się o godz. 19.

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017