Rodzice, mieszkańcy i osoby zainteresowane tematem przeszli w niedzielę ulicami Torunia, protestując przeciwko zmianom w miejskiej oświacie. Padały mocne słowa o likwidacji oddziałów, chaosie i braku dialogu. Urząd Miasta odpowiada, że to efekt niżu demograficznego i zapewnia, że żadne przedszkole nie zostanie zamknięte.
::photoreport{"type":"see-button","item":"15440"}
Od kilku tygodni w Toruniu coraz głośniej mówi się o obawach rodziców związanych ze zmianami w miejskiej oświacie. W różnych placówkach pojawiały się głosy o możliwych likwidacjach oddziałów przedszkolnych i szkolnych, większych klasach czy ograniczaniu naborów. O sprawie informowaliśmy już wcześniej, zapowiadając także planowany protest i marsz mieszkańców.
W niedzielę, 17 maja, protest rzeczywiście się odbył. Uczestnicy najpierw spotkali się nad Wisłą – w rejonie Bulwaru Filadelfijskiego, gdzie tego samego dnia znajdowała się również meta zawodów biegowych. Jak przyznawali później organizatorzy imprezy sportowej, żałują, że wcześniej nie mieli informacji o planowanym zgromadzeniu, bo w takiej sytuacji prawdopodobnie udałoby się uniknąć nakładania obu wydarzeń. Informacje o biegu były jednak wcześniej publikowane w mediach i komunikatach miejskich.
To właśnie nad Wisłą odbyły się przemówienia rodziców, przedstawicieli związków zawodowych i organizatorów protestu. Później uczestnicy przeszli ulicami miasta pod Urząd Miasta Torunia.
Jednym z tematów poruszanych podczas protestu była sytuacja wokół klasy sportowej o profilu pływackim w Szkole Podstawowej nr 8.
– Nasze dzieci mają marzenia, chcą pływać, to jest ich pasja i my tutaj jesteśmy dla naszych dzieci przede wszystkim
– mówił jeden z rodziców.
– Zapewniano, że te dwie klasy będą pod warunkiem odpowiedniej liczby kandydatów. 11 marca były testy sprawnościowe, a 10 kwietnia nas informują, że nic z tego – dodawał.
Podczas przemówień pojawił się również wątek polityczny. Organizatorzy odnosili się do wcześniejszych wypowiedzi, w których – jak twierdzili – uczestników marszu próbowano łączyć ze środowiskami skrajnej prawicy.
– Urzędnicy mówią, że to skrajna prawica zorganizowała ten marsz. Czyli co, wszyscy tutaj to skrajna prawica? Nie ma takich rzeczy. Jesteśmy tutaj jako torunianie, jako jedność i sprzeciwiamy się zamykaniu oddziałów i likwidacji oddziałów przedszkolnych, ponieważ są miejsca dla dzieci. Zgłosili się do mnie rodzice przedszkola nr 6 i zapytali czy pomógłbym zorganizować protest. Ja tak naprawdę tylko złożyłem papiery do Urzędu Miasta, rodzice sami się zebrali
– mówił Przemysław Binkowski z Ruchu Narodowego.
Do sprawy odniósł się także Jerzy Wiśniewski z Komisji Międzyzakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.
– Prezydent zachował się bardzo niepoważnie używając takiego pseudo argumentu tylko po to żeby zdyskredytować pana Binkowskiego jako organizatora tej manifestacji. Wszyscy mamy świadomość, że nie organizuje tej manifestacji dla siebie, organizuje ją dla rodziców i organizują ją również w obronie miejsc pracy. My jako Solidarność odnajdujemy się w tym fragmencie protestu dotyczącym zwolnienia pracowników niepedagogicznych na podstawie bonu oświatowego, który prezydent ustnie ogłosił na naradzie dyrektorów w Ciechocinku. Walczymy z bezprawiem. Deklarowany dialog ze strony władz niestety nie ma potwierdzenia w faktach
– mówił.
Głos zabrała również była radna Margarita Skerska-Roman.
– Chcę zaznaczyć, że nie jestem żadną skrajną prawicą, po prostu chcę wesprzeć swoich, bo jestem również pracownikiem tej szkoły. To co się dzieje w toruńskiej oświacie przechodzi moje pojęcie. Używanie argumentów typu że miasto dopłaca do oświaty – owszem, dopłaca, ale jest to jego zadanie własne i ma taki obowiązek. Edukacja nigdy nie jest czymś, co przyniesie zysk teraz. Przyniesie zysk wymierny w przyszłości. Jestem przeciwna likwidacji przedszkoli. Mówienie, że nie likwiduje się przedszkoli, podczas gdy likwiduje się 21 oddziałów, to tak jakby zlikwidować trzy przedszkola siedmiooddziałowe
– podkreślała.
Po zakończeniu przemówień uczestnicy protestu przeszli ulicami miasta pod Urząd Miasta Torunia. Tam zakończyła się manifestacja.
Do sprawy odniosły się również władze Torunia. Na stronie Urzędu Miasta opublikowano oficjalne stanowisko dotyczące rekrutacji do przedszkoli i oddziałów przedszkolnych na rok szkolny 2026/2027.
Miasto podkreśla, że zmiany są konsekwencją coraz mniejszej liczby dzieci w Toruniu. Jak wskazano w komunikacie, obecnie w mieście zameldowanych jest 1087 dzieci urodzonych w 2023 roku, podczas gdy pięć lat wcześniej było ich 1644. Prognozy pokazują dalszy spadek. W związku z tym liczba oddziałów przedszkolnych ma zostać zmniejszona z 189 do 168.
Urząd stanowczo zaprzecza jednak, by planowana była likwidacja miejskich przedszkoli.
– Stanowczo dementujemy informacje pojawiające się w przestrzeni publicznej, że mają być likwidowane jakiekolwiek przedszkola, dla których organem prowadzącym jest Gmina Miasta Toruń
– przekazano w oświadczeniu.
Miasto zapewnia także, że liczba miejsc nadal przewyższa liczbę dzieci ubiegających się o przyjęcie do placówek, a rodzicom mają być wskazywane alternatywne miejsca możliwie najbliżej wybranych wcześniej przedszkoli.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ddtorun.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz