Właścicielka żłobka w Toruniu podjęła zatrudniła pracownika, który zamieszczał wulgarne filmy na Tik-Toku i miał grozić rodzicom dzieci. Rodzice 50 dzieci zdecydowali się zabrać swoje pociechy z placówki. Co nowego w sprawie?
O sprawie informowaliśmy już na portalu Dzień Dobry Toruń kilka dni temu. Całe zamieszanie rozpoczęło się od postu jednego z ojców dziecka uczęszczającego do toruńskiego żłobka na Strzałowej, który informował o swoich obawach na jednej z toruńskich grup internetowych. Według relacji ojca dziecka, po zmianie właścicielki placówka Patataj stała się miejscem nie do poznania, a zmiany te nie były korzystne dla rodziców ani dzieci.
[ZT][/ZT]
Od 2 stycznia nowa właścicielka miała wprowadzić podwyżki opłat za opiekę nad dziećmi. Rodzice informują, że jej decyzja miała być podyktowana... podwyżką świadczenia 500+. Zmianie miały ulec również godziny otwarcia żłobka, zmodyfikowany został też jadłospis.
Dużo mówi się też o zatrudnieniu mężczyzny, który dał się poznać m.in. na Tik Toku. Pracownik, z którym związały się te kontrowersje, znany był jako "Wujek Wojtek" i pracował w kuchni żłobka, będąc odpowiedzialnym za przygotowywanie posiłków dla dzieci. Rodzice dzieci dowiedzieli się o jego obecności w placówce dopiero w styczniu, co wzbudziło ich obawy i niezadowolenie. Według relacji rodziców, "Wujek" używał wulgarnego języka, nazywając maluchy "bachorami" i określając posiłki jako "racje żywnościowe".
Kontrowersje związane z pracownikiem spowodowały, że radny Piotr Lenkiewicz złożył zawiadomienie do prokuratury w związku z groźbami, jakie miał kierować "Wujek Wojtek" wobec rodziców.
[ZT]51492[/ZT]
Sprawą zajęła się ostatnio Polska Agencja Prasowa.
- On określał matki dzieci mianem +nie do końca zdrowych psychicznie istot+. Te filmiki w sieci nas wszystkich zszokowały. Teraz są już ukryte, ale mamy przecież kopie. Wiele osób boi się o swoje bezpieczeństwo. Zdecydowaliśmy się upublicznić sprawę, żeby przestrzec kolejnych rodziców i chronić dzieci, bo podobno doszło do zmiany nazwy żłobka i będzie próba jego ponownego funkcjonowania. Obecnie jednak trwa tam szereg kontroli. Można wejść do budynku, bo nikt go nie pilnuje. Byliśmy tam po kapcie naszego dziecka
- powiedział PAP jeden z ojców.
Wyjaśnieniem sprawy, poza prokuraturą, zajmuje się też Wydział Zdrowia i Polityki Społecznej Urzędu Miasta.
Jak informowaliśmy wcześniej, z właścicielką żłobka rozmawiało Radio PiK. Na pytania Polskiej Agencji Prasowej kobieta odpowiedzi udzielać już nie chciała.