REKLAMA

Radosław Kowalski: Jak nie idzie w sporcie, to najczęściej zmienia się trenera lub menedżera

12:22, 27.07.2017 |
REKLAMA
Skomentuj
Jacek Gajewski (po prawej) jest uznawany przez kibiców za głównego winowajcę tego, że drużyna, zamiast walczyć o medale, walczy o utrzymanie, fot. Tomasz Berent

Jak nie idzie, to trzeba coś zmienić. Jak nie idzie w sporcie, to najczęściej zmienia się trenera lub menedżera. I właśnie tak zrobili ostatnio w Get Well Toruń. Jacka Gajewskiego wymienili na Jacka Frątczaka.

Nie da się ukryć, że Gajewski, głównie przez kibiców, od początku tego sezonu jest uznawany za głównego winowajcę tego, że drużyna, zamiast walczyć o medale, walczy o utrzymanie. W znacznie mniejszym stopniu zawodnicy, w nieco mniejszym właściciel. Głównie pomyje wylewane były na menedżera. Słusznie? Prześledziłem sobie zarzuty, jakie mu stawiano. Nie zamierzam go bronić, bo to nie jest facet z mojej bajki, a prywatnie też kilka razy nie było nam po drodze, ale…

Brak atmosfery i tzw. team spirit w drużynie. No przepraszam, w naszej drużynie są w zasadzie sami dorośli faceci, którzy na żużlu zarabiają niemałą kasę i wiedzą, że ta kasa „leży” głównie na torze. Więc sami powinni wiedzieć, że jednym z kluczy do sukcesu powinna być dobra atmosfera w zespole. Czy jeszcze trzeba ich, jak małych dzieci, prowadzić za rączkę i mówić, co i jak mają robić?

Jeśli chodzi o team spirit, to w zasadzie w żużlu trudno mówić o istnieniu czegoś takiego. No bo jaki może być team spirit, jeśli w niedzielę startujesz w polskiej lidze i masz za klubowego kolegę zawodnika X, ale już we wtorek w Szwecji tenże zawodnik jest twoim przeciwnikiem, podobnie jak kilka dni później w innej europejskiej lidze lub w zawodach z cyklu GP czy SEC. Żużel to nie piłka, gdzie z gra się w jednej drużynie przez kilka miesięcy w roku, a po obu stronach barykady raz na kilka lat staje się tylko przy okazji meczów międzypaństwowych. Warto o tym pamiętać.

Bierność w parkingu podczas meczów. Że Gajewski stoi sobie ze swoim słynnym plecaczkiem i w spokoju ogląda mecze, a taki Marek Cieślak to najchętniej z emocji przez bandę by przeskoczył. A gdzie jest napisane, że trzeba skakać? Ile ludzi, tyle charakterów. Jeden przeżywa mecz tak, drugi inaczej.

Nietrafione decyzje taktyczne podczas niektórych spotkań. Tu pewnie parę wpadek było, choć zważywszy na bardzo ograniczone pole manewru nie można być pewnym, że gdyby np. rezerwa taktyczna była szybciej, wynik meczu byłby korzystny. Teraz to co najwyżej można wróżyć z fusów.

Błędy w ustalaniu składu na mecze. Jaki wybór miał Gajewski? W zasadzie zagadka była jedna: Przedpełski czy Walasek. Choć pewnie błędu by nie zrobił, gdyby w którymś meczów zrezygnował choćby ze słabego Holdera. Ale kim miałby go zastąpić?

I tu przechodzimy do sedna. Jeśli można (a nawet trzeba) coś Gajewskiemu zarzucić, to polityka transferowa. Tyle tylko, że nie wiemy, ile były menedżer tak naprawdę miał do powiedzenia w temacie transferów. W jakim stopniu on był za nie odpowiedzialny, a w jakim nad wszystkim czuwał i o wszystkim decydował właściciel klubu. Jeśli proporcje były pół na pół, albo nawet więcej zależało od Gajewskiego, to faktycznie tutaj nie ma szans na jakąkolwiek obronę. Przespana jesień i zima, zwłaszcza kiedy z klubem rozstał się Martin Vaculik to najpewniej główny powód tego, że teraz jest tak, jak jest. A jeśli to właściciel o (prawie) wszystkim decydował…?

Czy nowy menedżer spowoduje, że Holder, Hancock czy Przedpełski nagle przypomną sobie, jak się jeździe cztery kółka w lewo tak, aby rywale byli z tyłu a nie z przodu? Czas pokaże. Bo jeśli sobie nie przypomną, to z wynikami może być krucho.

Były dziennikarz sportowy, zawodnik Toruńskiego Klubu Curlingowego i drużyny Toruń Curling Team. Lubi godzinami oglądać snooker, słuchać grunge'u i całym sercem kocha dwójkę szalejących po domu bobasów.

Radosław Kowalski
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017