REKLAMA

Połamane ręce, krew i mózgi na ścianach budynku - niedaleko Torunia [drastyczne opisy!]

08:00, 09.01.2017 | Anita Świątkowska
REKLAMA

Mało kto dziś pamięta, co działo się w Chorabiu, fot. despositphotos - zdjęcie ilustracyjne

Chorab to niczym niewyróżniającą się leśna osada koło Różankowa, kilka minut drogi samochodem od Torunia.

Niewielu wie, jak straszne wydarzenia miały tam miejsce.

To było z początkiem stycznia 1945 roku (…). Na terenie obozu pozostało około 180 więźniarek, które z powodu wycieńczenia lub braku obuwia nie mogły być ewakuowane (…). Po upływie około pół godziny usłyszałem odgłosy bicia, strzały i krzyki (…); razem z rodziną uciekliśmy do lasu. W godzinach wieczornych razem z ojcem, zachowując ostrożność, wróciliśmy do naszego gospodarstwa i udaliśmy się na teren obozu. Wartowników już tam nie było. W barakach leżały rozstrzelane więźniarki. (…) Gdyśmy otworzyli drzwi do jednego z baraków, to zauważyliśmy w okrutny sposób wymordowane więźniarki: połamane ręce, żebra, porozbijane głowy, krew i mózgi na ścianach budynku. Między nimi niektóre jeszcze żyły.

Tak świadkowie tamtych dni -  Józef i Andrzej Białeccy (ojciec i syn) - wspominali ewakuację, a właściwie to co pozostało po obozie w Chorabiu.

Jednak zacznijmy od początku… Chorab to niczym niewyróżniającą się leśna osada koło Różankowa, kilka minut drogi samochodem od Torunia. Stare zabudowania, łąki i lasy. Kaczmarski śpiewał w swojej piosence: „Jeszcze rosną drzewa które to widziały / jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi” – to właśnie tam rozegrała się gehenna żydowskich więźniarek, które zostały przysłane do pracy nad niemiecką linią umocnień.

Chorab na mapach Google

24 sierpnia 1944 roku zostało wydane zarządzenie utworzenia Komanda Budowlanego Wisła (Baukommando Weichsel). Celem było wykonanie szczególnych planów budowlanych Organizacji Todt w okolicach Torunia. Do pracy skierowano ok. 5 tys. Żydówek (do Torunia trafiły trzema transportami kolejowymi: 24, 25 i 26 sierpnia 1944 r.). Miały pracować przy budowie umocnień wojskowych wzdłuż rzeki Drwęcy i na Ziemi Chełmińskiej. Umocnienia miały być częścią linii obronnej, mającej powstrzymać ofensywę Armii Czerwonej. Komenda podobozu mieściła się w majątku Bocień niedaleko Chełmży.

- Pewnie wielu z nas podczas spacerów po lasach wokół Torunia nie raz miało okazję zobaczyć ciągnące się kilometrami głębokie wąwozy i płytsze zygzakowate rowy i co jakiś czas odchodzące od nich wysunięte stanowiska lub niewielkie, całkowicie zagłębione w ziemi betonowe „bunkry” z jednym otworem w stropie. Jednak czy podczas leśnych wędrówek zastanawiamy się czyimi rękami i jak potężnym nakładem sił i środków były one wybudowane, do czego one służyły i czy spełniły swoją rolę? – zaczyna swoją opowieść historyk i przewodnik forteczny z Torunia, Kamil Tomczyk. - System obronny nie był ciągłą linią umocnień, lecz składał się z tak zwanych „stützpunktów”, czyli punktów oporu, które wznoszono wokół mających największe znaczenie szlaków komunikacyjnych oraz w najdogodniejszych pozycjach terenowych, tworząc punkty oporu obrony okrężnej oraz pozycje ryglowe.

Wokół Torunia zorganizowano dwie pozycje obronne: wewnętrzną, opartą o stare XIX-wieczne forty oraz zewnętrzną, wysuniętą daleko na przedpola miasta. Na niej miał spoczywać główny ciężar obrony.

Okopy w okolicach miejscowości Rozgarty (po lewej) i Górska (po prawej), fot. archiwum K. Tomczyka

Nowo rozbudowywany system obrony polowej oddalony od miasta o 10-15 kilometrów składał się z okopów strzeleckich i łącznikowych oraz stanowisk dla artylerii, moździerzy, broni maszynowej i wykopanego za główną linią rowu przeciwczołgowego. Całość miała zostać wzmocniona żelbetonowymi schronami bojowymi i biernymi. To właśnie te kobiety – zmuszane do katorżniczej pracy – budowały umocnienia, wielokrotnie kosztem swojego życia.

Schron bierny Regelbau 668 z dołączonym schronem Ringstand 58c Tobruk (ten ostatni po lewej), fot. arch. K. Tomczyka

- Z przykrością muszę przyznać, że wiedza mieszkańców Torunia i okolic o filiach obozu koncentracyjnego Stutthof w pobliżu miasta jest znikoma, choć literatura na ten temat jest obszerna -  zaznacza Kamil Tomczyk. - O tym, że w Chorabiu istniał obóz, wie niewiele osób, a jeszcze mniej osób potrafi wskazać dokładny teren na którym był zlokalizowany. Choć z drugiej strony może to i dobrze, bo pewnie już dawno zostałby przekopany przez detektorystów. Chodząc po lesie ciężko sobie wyobrazić, że był tu kiedyś jakikolwiek obóz dla 1700 żydówek, które mieszkały w tzw. namiotach fińskich, po 60 osób w każdym z nich. Nam, podczas szybkiego przejścia po terenie, gdzie istniał obóz udało się znaleźć kilka niemieckich monet, guzików, skrawki odzieży, sztućce i resztki mocowań namiotów, między innymi gwoździe i śruby.

Na zdjęciu widoczne tzw. namioty fińskie, w których przebywały Żydówki z Chorabia - fot. arch. K. Tomczyka

Tomczyk podkreśla, że mówiąc o Chorabiu, nie można nie wspomnieć też o Górsku, gdzie również istniał obóz. Nie do końca jednak wiadomo, czy w Górsku również były przetrzymywane Żydówki. Z informacji, jakie mamy wynika, że był tam obóz dla żołnierzy wchodzących w skład łotewskiej dywizji Waffen SS. Znajdowano tam odznaki i nieśmiertelniki. A wracając jeszcze na momencik do Chorabia, to warto wspomnieć, że na terenie osady ma stanąć pomnik upamiętniający obóz Żydówek.

Świadkowie tamtych wydarzeń wspominają obrazy kobiet w letnich sukienkach, które przy bardzo niskich temperaturach brodziły w wodzie, kopały rowy lub poszerzały już istniejące. Więźniarki były bite pałkami okutymi żelazem. Uderzone w głowę nie zawsze podnosiły się z ziemi. Okoliczna ludność wielokrotnie opowiadała, jak widzieli kobiety modlące się o szybką śmierć. W zeznaniach świadków czytamy:

„Jak padła Żydówka i o własnych siłach nie mogła powstać, zgodnie z regulaminem była zbędna, i dobry wachman dobijał ją strzałem. Zły wachman kazał kopać dół i więźniarki zakopywały ją jeszcze żywą”.

Jedna z więźniarek, Lajosne Fleischer, Żydówka węgierska, opowiada o tych straszliwych dniach:

Dzięki rozkazom "metalowego zęba", a raczej Oberscharführera, ten i jego dziewięciu kolegów tak się z nami rozprawiało, że część kobiet w czasie apelów specjalnych, część w drodze, a reszta w czasie pracy ginęła od bicia i wyczerpania. Rozbijali głowy ofiar kolbami od karabinu, łamali kręgosłupy, deptali po brzuchu, strzelali i rzucali do rowu przy drodze itd. Poza tym dużo zmarło z głodu, z pragnienia oraz w następstwie chorób zakaźnych.

Rów przeciwczołgowy - fot. arch. K. Tomczyka

Kobiety te nie tylko były bite, głodzone, męczone pracą ponad siły. Niektóre z nich były wykorzystywane seksualnie przez swoich oprawców. Zachowały się zeznania świadków, które to potwierdzają. Oficerowie i podoficerowie wybierali najładniejsze i najmłodsze Żydówki jako swe nałożnice. Wiele więźniarek widziało w takim wyborze możliwość przeżycia. W rzeczywistości było inaczej. Gdy taka kobieta zaszła w ciążę lub znudziła się – była likwidowana.

Wszystkie kochanki zostały zastrzelone przed likwidacją obozu. Chodziło przede wszystkim o zachowanie tajemnicy, bowiem obowiązywał surowy zakaz seksualnych kontaktów. Krew aryjska nie mogła mieszać się ze skazaną na zagładę krwią semicką. Wiele kobiet jednak zachodziło w ciążę. Na uwagę zasługuje fragment wspomnień świadka tamtych dni, kilkunastoletniej dziewczyny, która pracowała w majątku w Bocieniu i widziała gehennę Żydówek:

„Raz akurat byłam przy młóceniu, gdy wachman podjechał bryczką, przyniósł kartonik, a w nim noworodka. Młocarnia była napędzana parowym kotłem, w którym palił się ogień. Wrzucił niemowlę do paleniska. To pewnie było dziecko którejś z Żydówek, bo wiele z nich było w ciąży”.

Kiedy w oddali słychać już było odgłosy radzieckiej artylerii, zarządzono ewakuację. Każda z kobiet musiała przebiec 20 metrów. Te, które nie były w stanie - pozostały w obozie. Tu złowieszczy plan realizowali esesmani z Ukrainy i Białorusi. Pozostałym przy życiu kazano stawać nad brzegiem wykopu, do którego wcześniej wrzucano zwłoki. Esesmani po kolei uśmiercali je ciosem pałki w tył głowy.

Najsilniejsze z kobiet przez Chełmżę, Bielczyny i Stolno wyprowadzono do Lęborka. Wiele nie przeżyło marszu śmierci.

Więźniarkom z Węgier, Słowacji, Rumunii czy Grecji, zamordowanym pod Toruniem należy się szacunek i pamięć. Na cmentarzu komunalnym w Toruniu przy ul. Grudziądzkiej 139 znajduje się grób kobiet pochodzenia żydowskiego, zgładzonych przez nazistów w styczniu 1945 roku.

Mogiła pomordowanych Żydówek na toruńskim cmentarzu - fot. arch. K. Tomczyka

Los więźniarek pracujących w Bocieniu, Chorabiu i Grodnie stał się tematem projektu „Bocień – oblicza nazistowskiego okrucieństwa”, który powstał w ramach projektu „Równać Szanse 2012″ Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, zrealizowanego przez Unisławskie Towarzystwo Historyczne, Stowarzyszenie „Horyzont” w Pluskowęsach oraz młodzież z Liceum Ogólnokształcącego w Unisławiu i Gimnazjum w Pluskowęsach.

Kamil Tomczyk w czasie oprowadzania, fot. Agnieszka Krawczyk/chillitorun.pl

Na podstawie dokumentów KL Stutthof, pomocy merytorycznej pracowników naukowych Muzeum Stutthof oraz osobistemu dotarciu do jeszcze żyjących miejscowych świadków tamtych wydarzeń, zrealizowano dokumentalny film z udziałem miejscowej młodzieży, opowiadający o trudnych i często nie zrozumiałych dla współczesnego pokolenia wydarzeniach, mających miejsce w latach 1939 – 1945. Produkcją filmu zajęli się Sebastian Bartkowski i Danuta Zdrojewska.

Film dostępny jest do obejrzenia na youtube: 

(Anita Świątkowska)
REKLAMA

ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA

Komentarze (11)

adonisadonis

16 1

jak zwykle dobry tekst, choć może za mocny do porannej kawy. Bardzo ciesze sie, że dzien dobry torun zajmuje się takimi tematami. Warto o tym mówić, opisane sceny są bardzo brutalne i drastyczne... aż ciarki mam, kiedy to czytam. Brawa dla redaktorki za podjecie tematu i tu znów daje się poznać ogromną wiedze od pana Tomczyka, chłopak widać, że młody, ale jaki konkretny! Zna się nie tylko na fortach w toruniu, ale dodatkowo potrafi się wypowiedzieć na temat związane z nazistowskimi obozami pracy! 08:34, 09.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

onell223onell223

10 1

Tomczyk ma sporą wiedze. Warto pomyśleć o nim przy okazji kolejnych tekstów tego typu. O ile sie nie myle to on nakręca jakąś grupe o fortach na fb. No i ciesze się, że ktoś w końcu o tym napisał. Kiedyś czytałem tekst w Nowościach, ale to Wy podaliście więcej ciekawych informacji. Oby tak dalej! 08:55, 09.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

TamaraTamara

11 0

Świetny materiał !Ale ciężko się czyta i tych wszystkich okrucieństwach :( 09:27, 09.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

pamiętaj!pamiętaj!

7 0

?Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, Zapomnij o mnie? 09:38, 09.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

borekborek

7 2

szacun za ten tekst! 11:02, 09.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

lolololo

7 0

Młocarnia była napędzana parowym kotłem, w którym palił się ogień. Wrzucił niemowlę do paleniska... a niektórzy emocjonowali się rzezią wołyńską... jak widac podobne sceny rozegrały się niedaleko nas :( smutne, ze tak mało o tym wiem :( 13:13, 09.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

UTHUTH

5 0

http://historia.wp.pl/title,Nierozliczone-ludobojstwo-w-podobozie-KL-Stutthof-w-Bocieniu,wid,16703687,wiadomosc.html?ticaid=1186a3&_ticrsn=5 18:43, 09.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

martinkrysmartinkrys

2 0

Tekst porusza ważny i nieco zapomniany fragment naszej historii, ale na początek "lektura obowiązkowa" http://ardanowski.info/wp-content/uploads/2014/09/z-glebokosci-wlolam-do-ciebie.pdf a jeśli chodzi o Górsk (nr obozu 1196)to na wiosnę planowane są prace archeologiczne na terenie domniemanego obozu, które rozwieją wszelkie wątpliwości. Są one rozwinięciem badań nieinwazyjnych z 2016 roku. Trochę informacji na temat filli KL Sttuthof mamy na samej stronie obozu Stutthof - są tam też podane źródła http://stutthof.org/node/436 Namioty/domki/zelty typu fińskiego widoczne na zdjęciu są typu dużego, te w Górsku były dwa razy mniejsze - ale na razie nie mamy pewności kto w nich był zakwaterowany. 08:28, 10.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

gothicagothica

2 0

Coraz bardziej podoba mi się Wasz portal, przynajmniej nie zaniedbujecie historii. Naszej historii. 09:06, 10.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

rafasrafas

2 0

Bardzo często jeżdżę rowerem po tych lasach, mijam również Chorab a do tej pory nie miałem pojęcia o opisywanych tutaj wydarzeniach. Pan Karol Tomczyk ma rację, świadomość ludzi o zbrodniach z czasów IIWŚ jest bardzo niska. Stwierdzam to na swoim przykładzie, bo sam interesuję się historią a pierwszy raz słyszę o zbrodni w Chorabiu. W ubiegłym roku byłem w muzeum KL Stutthoff. Wstrząsające miejsce. Poraża przede wszystkim niemiecka precyzja i skrupulatność w planowaniu zbrodni. Obóz ten działał już od 2 września 1939 r. (!) i przetrwał do kapitulacji Niemiec w maju 1945 r. Niemcy wraz z ukraińskimi pomocnikami zachowywali się gorzej niż zwierzęta, bo nawet one nie męczą ofiar przed śmiercią. Szacunek dla redakcji za podjęcie takiego trudnego i mało znanego tematu. Warto nagłaśniać historię najbliższej okolicy i ukazywać prawdziwych sprawców tych zbrodni. Po pierwsze, ofiarom jesteśmy winni pamięć bo dopóki pamiętamy, to oni żyją. Po drugie, może wtedy cały zachodni, "cywilizowany" (sic!) świat przestanie pisać o "polskich obozach zagłady" i postrzegać Polaków jako antysemitów. 11:18, 10.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA

oldold

3 0

z fejsbuka dowiedziałem się, że Tomczyk będzie oprowadzał w sobote na forcie XV - ja chyba się wybiorę, posłucham, co facet ma do powiedzenia 08:23, 11.01.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017