REKLAMA

Zielona partyzantka w Toruniu. Wspaniała inicjatywa!

13:30, 11.08.2017 | WG
REKLAMA
Skomentuj
Tak prezentuje się kwietnik w pobliżu Polo Marketu na ul. Mickiewicza, fot. Tomasz Berent

Na przydrożnych pasach zieleni na Bydgoskim - często rozjeżdżonych i rozdeptanych - pojawiły się kwiaty. Nie stoją za tym urzędnicy. To oddolna inicjatywa Fundacji TODO i mieszkańców dzielnicy. "Zielonych partyzantów" w Toruniu przybywa.

Po przebudowie ul. Mickiewicza w wielu miejscach - między jezdnią a chodnikiem i drogą rowerową - pozostały skrawki zieleni. Ich stan był różny. Często te niewielkie trawniki były zadeptywane przez pieszych lub rozjeżdżane przez parkujące samochody. Z pomysłem zagospodarowania tych skwerków wyszła wiosną Fundacja TODO. Pojawiły się na nich tabliczki "Tu możemy stworzyć ogród", zachęcające do ukwiecania tych miejsc.

Efekty tych prac możemy już podziwiać w kilku miejscach na ul. Mickiewicza (w pobliżu ZUS zostały zasadzone kwiaty, a przy Polo Markecie - palety z kwietnikami). Ale to dopiero początek. Takich miejsc przybywa i do ich urządzania włączana jest lokalna społeczność m.in. dzieci, które uczęszczają na zajęcia do Domu Kultury na Bydgoskim Przedmieściu.

To inicjatywa oddolna, która organizacyjnie i finansowo jest całkowicie niezależna od urzędu miasta. Ale co najważniejsze - urzędnicy nie mówią "nie" i nie stają na drodze do zazieleniania kolejnych skwerków na Bydgoskim.

- Wiosną zwróciły się do nas grupy mieszkańców z pytaniem, czy mogą zagospodarowywać fragmenty pasów zieleni przy ul. Mickiewicza, Sienkiewicza czy Bydgoskiej - mówi Szczepan Burak, dyrektor magistrackiego wydziału środowiska i zieleni. - Oczywiście z naszej strony była na to zgoda. Cieszymy się, że mieszkańcy i właściciele firm chcą też uczestniczyć w zagospodarowywaniu terenów zieleni. Nie mamy żadnych uwag. Nie monitorujemy tego i w żaden sposób nie prowadzimy ewidencji. Nie ma tu chaosu. Nie powoduje to zagrożenia bezpieczeństwa. Na pewno jest to poprawa estetyki tej ulicy.

Takie zjawisko oddolnego zazieleniania miasta nazywa się "zieloną partyzantką". Kilka lat temu pojawiło się ono w Europie Zachodniej i za sprawą wielu zapaleńców jest z mniejszym lub większym sukcesem zaszczepiane w Polsce - także w Toruniu. "Zieloni partyzanci" specjalnie nie chwalą się tym, co robią. Działają raczej po cichu. W nocy. W ukryciu.

Udało nam się porozmawiać z jedną z toruńskich "zielonych partyzantek", która zazielenia miasto na własną rękę od kilku lat.

- W pierwszych dwóch latach nie miałam większych sukcesów - przyznaje "zielona partyzantka", która chce pozostać anonimowa. - Próbowaliśmy zazielenić trochę ul. PCK, Kilińskiego, średnicówkę. Bez większego skutku. Okazało się jednak później, że te rośliny jednak się przyjęły. Zwykle jest tak, że w pierwszym roku się nic nie przyjmuje, w drugim połowa, a w trzecim - nagle się okazuje, że jesteś całkiem niezłym ogrodnikiem.

"Zielona partyzantka" zasadziła m.in. bluszcz na średnicówce. Został jednak wycięty, przy koszeniu trawy. Sukcesem zakończyła się akcja przesadzania roślin z ogródków, które pozostały po wyburzonych budynkach pod rozbudowę Szosy Chełmińskiej. Gdzie trafiły? Możemy je teraz podziwiać na rogu ul. Sienkiewicza i Bydgoskiej.

Na co powinni uważać "partyzanci"? Oto rady dla początkujących "ogrodników". - Nie załamywać się po pierwszym, drugim ani trzecim roku - mówi "zielona partyzantka". - Nigdy nie robić kawałków rozproszonych np. trzy cebulki na jeden trawnik. Brać od razu metr lub półtora metra kwadratowego i cały na raz zagospodarować. Wtedy jest mniejsze niebezpieczeństwo, że ktoś to zniszczy. Robić mniejsze fragmenty: zerwać darń, wyrzucić śmieci, wynieść psie kupy, wysypać nową ziemię, posadzić i wtedy to ma większe szanse na powodzenie. Działa też magia ogrodzenia: to może być płotek, kamienie, tasiemka, drucik. To zagwarantuje dłuższe przeżycie rośliny.

Czym jest zjawisko "magicznej żółtej kamizelki"? - Po założeniu uniformu z odblaskami możemy robić wszystko wieczorem - przyznaje "zielona partyzantka". - Nikt się nie czepia. Najlepiej mieć ją ze sobą, bo nigdy nie wiadomo, co się przytrafi.

Ale "partyzanci" potrafią być złośliwi. Swoim "wrogom" zasiewają dynie, których system korzeniowy bardzo się "rozkrzacza".

- "Partyzantka" polega też na tym, żeby komuś zrobić jakiś głupi dowcip - mówi "zielona partyzantka". - Przykład z Warszawy: ktoś powkładał ziemniaki do odpływów kanalizacyjnych na którymś z mostów. Któregoś pięknego dnia wyrosły z nich ziemniaki.

(WG)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

fantazjafantazja

6 0

Brawo! wielkie dzięki za tę fantazję! Widuję te nowe nasadzenia! Śliczności! Byle tylko matołectwo i właściciele piesków uszanowali nie tylko zamysł, lecz także pracę, czas, pieniądze fantastów od zieleni. 13:40, 11.08.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017