REKLAMA

Torunianki mówią "stop" zdjęciom zakrwawionych płodów

06:02, 09.06.2016 | Wojciech Giedrys
REKLAMA
Skomentuj
Pierwszą potyczkę obrońców życia i przeciwników zaostrzenia ustawy aborcyjnej mieliśmy na początku kwietnia na Rynku Staromiejskim, fot. Sonia Tlili

Prawie 300 osób podpisało się pod petycją do prezydenta Torunia przeciwko drastycznym plakatom, z którymi pikietują przeciwnicy aborcji.

Od kilku miesięcy - gdy Fundacja Pro-prawo do życia rozpoczęła zbierać podpisy pod obywatelską ustawą antyaborcyjną - przeciwnicy aborcji regularnie pikietują w naszym mieście. Nietrudno ich nie zauważyć. Zwykle mają na sobie żółte koszulki. Nie skandują haseł. Ale tam, gdzie demonstrują swoje poglądy, są ogromne płachty ze zdjęciami.

Pikietowali m.in. w marcu w pobliżu wjazdu do bielańskiego szpitala.  

- Z danych, które dostaliśmy w toruńskim szpitalu, wynika, że zabito tutaj 68 dzieci - mówił wówczas Roland Garwoliński, koordynator Fundacji Pro-prawo do życia w Toruniu. - Większość z nich zabito z uwagi na choroby. Nie wiemy jakie. Możemy tylko przypuszczać, że chodzi o zespół Downa. Mam znajomych z dziećmi z zespołem. Są bardzo kochane.

W kolejnych tygodniach można było ich spotkać w okolicach Rynku Staromiejskiego. Na początku kwietnia wdali się w kłótnię z uczestnikami demonstracji w obronie praw kobiet pod pomnikiem Mikołaja Kopernika.

Nasi Czytelnicy, ale też wielu internautów odwiedzających oficjalne profile i grupy prowadzone przez magistrat na Facebooku, wielokrotnie zwracali nam uwagę na drastyczne zdjęcia z usuniętymi i zakrwawionymi płodami.

- Jestem przeciwnikiem aborcji, ale nie podoba mi się to, jak takie protesty są organizowane - mówi pan Stanisław, którego spotkaliśmy w marcu przed wejściem do szpitala. - W pobliżu jest szkoła podstawowa. Mnóstwo małych dzieci. Nie można narażać ich na taki widok. A już w głowie mi się nie mieści, że protestujący biorą ze sobą na pikietę kilkuletnie maluchy.

Ostatecznie sprawę w swoje ręce wzięły torunianki. Głównie matki z małymi dziećmi, które mówią „nie” tym drastycznym obrazom w przestrzeni publicznej. Przygotowały petycję do prezydenta Torunia pod hasłem „Stop drastycznym zdjęciom Pro-Life’u na terenie Starówki w Toruniu”. Zebrały 287 podpisów (stan na środę na godz. 13.42).

„Niech głoszą swobodnie swoje poglądy, niech zbierają podpisy, ale niech nie gwałcą wszystkich, łącznie z dziećmi, przez oczy. Stop drastycznym zdjęciom zakrwawionych płodów na Starówce. Podpisujmy!” - nawołuje na Facebooku Natalia Waloch-Matlakiewicz, jedna z inicjatorek akcji.

„Od pewnego czasu, zwłaszcza w weekendy, na Rynku Staromiejskim prowadzona jest swoista forma manifestacji w obronie życia poczętego. Głównym medium akcji są banery z niezwykle drastycznymi zdjęciami umarłych płodów, które widać już z daleka. Niestety doświadczyliśmy tego, spacerując po mieście ze swoimi dziećmi. Nie wszystkim rodzicom udało się zareagować na tyle szybko, by odwrócić uwagę swoich dzieci od banerów tak, aby ich nie widziały. Uniknięcie przykrego widoku drastycznych zdjęć nie udaje się tez niczego nie spodziewającym turystom oraz wycieczkom szkolnym. Stawia to rodziców oraz wychowawców w bardzo trudnej sytuacji, w której muszą tłumaczyć dzieciom o co chodzi, a same dzieci naraża na trudny do wyobrażenia stres” - czytamy w petycji.

Do wymiany zdań na temat transparentów doszło na facebookowej grupie „Moja Starówka”, którą prowadzi biuro Toruńskiego Centrum Miasta.

- Już po pierwszych sygnałach od turystów (dzwonili do mnie m.in. opiekunowie wycieczki z Poznania) i mieszkańców wystąpiłam o opinię prawną na ten temat - napisała tam Aleksandra Iżycka, dyrektor TCM. - Niestety ona nie napawa optymizmem, bo ustawa o zgromadzeniach nie daje możliwości jakiejkolwiek prewencji. Najpierw akcja, potem reakcja, a więc zawsze spóźniona. Urząd jest tylko powiadamiany - najczęściej mailem - o planowanym zgromadzeniu, bez wskazania jego tematu.

Iżycka podkreśla, że magistrat nie wydaje jakichkolwiek zgód dotyczących zgromadzeń. - Jesteśmy powiadamiani tylko, by zadbać o bezpieczeństwo - tłumaczy. - Myślę, że trzeba uderzyć do ustawodawcy i pisać do Warszawy. 

Na grupie „Moja Starówka” urzędnicy zamieścili wspomnianą ekspertyzę prawną. “Jeśli obywatele uważają, że prezentowane treści podczas wystawy są drastyczne, mają prawo zgłaszać do organów ścigania zawiadomienia o popełnieniu wykroczenia zgodnie z brzmieniem art. 51 par. 1 ustawy z dnia 20 maja 1971 kodeksu wykroczeń (kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny)” - czytamy w opinii prawnej.

Autorki petycji zwracają uwagę, że zgodnie z przepisami samorząd może wyznaczyć swojego przedstawiciela do udziału w zgromadzeniu. Co więcej, ma taki obowiązek, „gdy istnieje niebezpieczeństwo naruszenia porządku publicznego w trakcie zgromadzenia”. Dlatego wzywają „władze miasta, by wyznaczały obserwatora zgromadzeń Fundacji Pro-prawo do życia” oraz do podjęcia rozmów z komendantami straży miejskiej oraz policji.

- Nie może być tak, że idziemy do strażnika miejskiego lub policjanta, żeby powiadomić ich o złamaniu porządku publicznego, a oni mówią, że nic nie mogą zrobić, bo pikietujący mają zgodę na zgromadzenie - zaznacza Waloch-Matlakiewicz. - Czy gdybyśmy my złożyły do miasta wniosek i otrzymały zgodę na pikietę na temat polityki prorodzinnej i pod ratuszem byśmy się wszystkie rozebrały, żeby zaakcentować, że matki są równe, to czy wtedy straż miejska i policja byłyby dla nas tak wyrozumiałe. A jeśli nie, to ja się pytam, w czym widok tych gołych kobiet będzie gorszy od widoku rozerwanych płodów? Posługuję się pewnego rodzaju demagogią, ale nagle nikt nie wie, co zrobić ze zdjęciami rozerwanych płodów w przestrzeni publicznej. To polityczna bezradność, by nie wkładać kija w mrowisko. To jest tym podyktowane. Ale tu przecież chodzi o dzieci.

Waloch-Matlakiewicz zwraca uwagę, że drastyczne treści w internecie są zablokowane. - By je zobaczyć, należy kliknąć przycisk, że masz ukończone 18 lat - mówi. - W telewizji dadzą je po 23. W piosenkach Kazika jak dają je rano w „Trójce”, wulgaryzmy są wypikowane. A jak idziesz pod ratusz z dziećmi, na spacer, zjeść lody, masz rozerwane i okrwawione płody. Nie ma jakichkolwiek ostrzeżeń przed drastycznymi obrazami i treściami.

Jedna z inicjatorek akcji proponuje, żeby za jednym stołem zasiedli przeciwnicy aborcji, autorzy petycji i urzędnicy. - Jeśli miasto zamierza pokazać, że mu faktycznie na czymś zależy, że jest gospodarzem, niech nas zaproszą i z nami porozmawiają - mówi Waloch-Matlakiewicz. - Jak nie dojdzie do porozumienia, to trudno. Denerwuje mnie jednak, że z góry rozkłada się ręce i mówi: „ja nic nie mogę”.

Jeśli prawo jest bezskuteczne, niech urzędnicy nam nie mówią, że mamy zwrócić się do Sejmu o zmianę prawa. To niech nasz samorząd porozumie się z innymi samorządami, które mają podobny problem i pikiety, niech zawiąże się koalicja miast, która wystąpi w takiej sprawie do Sejmu. Albo są gospodarzami, albo nie są. Nie można zostawiać ludzi samym sobie. Tamci protestują w obronie dzieci. Ale my przecież również występujemy w obronie dzieci.

Czy Fundacja Pro-prawo do życia byłaby gotowa do takich rozmów? Próbowaliśmy skontaktować się z jej koordynatorem w naszym mieście, Rolandem Garwolińskim. Niestety jego telefon dzisiaj milczał.

Fundacja Pro-prawo do życia odniosła się jednak do zbierania podpisów pod petycją na swojej stronie internetowej stopaborcji.pl.

„Przedstawianie prawdy nie podoba się jednak lokalnym środowiskom lewicowym i feministycznym, które starają się za wszelką cenę utrudnić zbiórkę podpisów oraz pikiety” - czytamy w komunikacie Fundacji Pro-prawo do życia. „Jedna z działaczek lewicowych skierowała do władz miasta petycję o interwencję dotyczącą zaprzestania pokazywania przez Fundację Pro - Prawo do Życia drastycznych zdjęć na terenie Starówki. Jak widać, lewicowa wolność zezwala na dokonywanie zabójstw w imię tak zwanych praw kobiet, ale na prezentowanie ich skutków już nie”.

W przypadku oddziaływania drastycznych zdjęć na dzieci Fundacja powołuje się na opinię psychologiczną, która „wykazała brak szkodliwości obrazów, zwłaszcza przy krótkotrwałym odbiorze”. „Łatwo jest mówić aborcjonistom o prawie do zabijania, jeśli uważamy poczęte dziecko za zlepek komórek. O wiele trudniej przekonać opinię publiczną, która jest poinformowana o skutkach i wie, że jest to nic innego, jak makabryczne pozbawienie człowieka życia. Nic więc dziwnego, że nasze pikiety wywołują taki, a nie inny odzew u tych, których ta prawda boli” - pisze Fundacja.

Głos w tej sprawie zabrali też toruńscy radni. Na majowej sesji radna niezrzeszona Magdalena Olszta-Bloch złożyła zapytanie dotyczące drastycznych plakatów, nad którym wywiązała się pierwsza dyskusja z prezydentem na ten temat.

- Nic nie obiecywał, bowiem najpierw trzeba było sprawdzić, jak się pod względem prawnym sprawy mają - mówi Olszta-Bloch. - Okazało się, że w tym samym czasie o podobne prawne ekspertyzy wnioskowała pani Iżycka, do której dzwonili z żalem rodzice z innych miast, których dzieci oglądały makabryczne zdjęcia na wycieczce w Toruniu. Akcja obywatelska jest super, popieram ją. Wydaje mi się, że to świetny pomysł. Proponuję również wysłać petycję do organizatora akcji. Niech wie, że takich oburzonych na makabryczne treści jest więcej niż te, które z nimi dyskutują na Rynku. Na przyszłość, mam obietnicę, że w obronie bezpieczeństwa przestrzeni miejskiej będą wzięte pod rozwagę odpowiednie zapisy w zasadach lokalnych, wynikających z ustawy o ochronie krajobrazu. Będę to monitorować, niemniej, to jeszcze potrwa.

Sylwia Kowalska, radna Czasu Mieszkańców zaznacza, że Rynek Staromiejski jest miejscem do wyrażania  poglądów i dyskutowania, a także do organizowania różnych demonstracji.

- Serce toruńskiej Starówki nie powinno być jednak miejscem do wyrażania ich w tak drastyczny sposób - mówi Kowalska. - To przecież miejsce, gdzie zwłaszcza w sezonie turystycznym przebywa wiele rodzin z małymi dziećmi czy wycieczek szkolnych. Te obrazy zapadają dzieciom w pamięć. Powodują stres, dyskomfort psychiczny i nieprzyjemne wrażenia.

Sylwia Kowalska zapowiada, że petycja do prezydenta Torunia zostanie złożona po 18 czerwca, czyli po kolejnej, toruńskiej demonstracji na Rynku Staromiejskim przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego. - Przeciwnicy aborcji też się tam pojawią - mówi radna. - Chcemy z nimi dyskutować na argumenty, a nie na drastyczne obrazki, które godzą w uczucia dzieci.

Na przeciwnym biegunie jest natomiast Karol Wojtasik, radny PiS.

- Drastyczne nie są zdjęcia, tylko proceder, który jest praktykowany - podkreśla Wojtasik. - Mianowicie: odbieranie istotom ludzkim, poczętym, nienarodzonym prawa do życia. Poprzez takie akcje pokazuje się to, co tak naprawdę się dzieje podczas aborcji. Jeśli coś jest niewidoczne, nie wiemy, jak to wygląda, to nas to bezpośrednio nie dotyka. Natomiast jeżeli młodym ludziom uwidoczni się, jak to wygląda, jakie są konsekwencje naszej bierności, to wywołuje to refleksję, człowiek zaczyna szukać informacji. Dociera do niego, że aborcja to nie jest pstryknięcie palcami.

Czy 5- czy 10-latek powinien takie obrazy oglądać? - pytam.

- 5-latek, by tego nie oglądał, gdyby jego rodzice byli bardziej świadomi i nie dokonywali takiej bezrefleksyjnej decyzji - odpowiada radny PiS.

- Co ma zrobić idąca na Starówkę na spacer rodzina z małymi dziećmi,  aby uchronić dzieci przed takimi drastycznymi obrazami? - dopytuję.

Wojtasik: - Wytłumaczyć. 

- Co wytłumaczyć? 5-latkowi? - pytam.

- Wbrew pozorom 5-latkom też się pewne rzeczy da wytłumaczyć i proszę mi wierzyć, że żyjemy w takich czasach, że w telewizji po godz. 20 - nie po godz. 22 - są gorsze filmy - mówi Wojtasik. - Odwołam się do swojego przykładu. W zeszłym roku straciliśmy dziecko. Pochowaliśmy je. To była dla nas bardzo wielka tragedia. To było dziecko poczęte, nienarodzone. Na miesiąc przed urodzeniem się córka owinęła się pępowiną i się udusiła. Nie mieliśmy na to żadnego wpływu. Jak takie sytuacje spotykały naszych młodych znajomych, to mówiliśmy: dasz radę, wytrzymasz, będziecie mieli następne dziecko. W momencie, kiedy nam się to przytrafiło, zdałem sobie sprawę, jak głupi byłem, mówiąc takie słowa. Wtedy człowiek zaczyna inaczej to postrzegać. To nie jest tak, że będziesz miał następne dziecko. 

Wojtasik wyznaje, że jego żona do tej pory mocno to przeżywa. - Człowiek widzi ludzi chodzących z wózeczkami, bawiących się ze swoimi dziećmi na placu zabaw, a my zamiast chodzić na spacery, chodzimy na cmentarz - mówi radny PiS. - Po roku lub dwóch latach ludzie, którzy dokonali aborcji zaczynają do niej powracać i zastanawiać, czy dobrze zrobili. Zrobiliśmy badania prenatalne. Było prawdopodobieństwo, że nasze dziecko urodzi się z zespołem Downa. Lament był niesamowity. Wykonaliśmy też badania genetyczne. Rozwiało to wątpliwości. Córka urodziła się martwa. Ale lekarze i pielęgniarki powiedzieli, że tak pięknego dziecka, tak ładnego jeszcze nie widzieli. Tak ukształtowanego. Gdzie tu zespół Downa? Później moja żona z tymi wszystkimi badaniami poszła do innego lekarza, który powiedział, że te badania były źle wykonane. 

Według Wojtasika aborcja obecnie jest „tabletką antykoncepcyjną”. - Jest olbrzymia sekularyzacja społeczeństwa - podkreśla radny PiS. - Ludzie prowadzą rozwiązły tryb życia i nie mają poczucia wartości albo ten system wartości jest strasznie obniżony. Właśnie te zdjęcia mają pokazać efekt głupich i nieprzemyślanych decyzji. Bo większość kobiet nie chce nawet na „to” spojrzeć. To już nie jest ich dziecko. To są strzępy, które są następnie pakowane jako odpady organiczne i wyrzucone do kosza, do utylizacji. Dlatego z tym trzeba walczyć, a żeby walczyć, potrzebne są wszystkie dostępne metody. Świadomość na ten temat jest zerowa. Jak określają to chemicy, życie to forma istnienia białka. Przepraszam, a jak na Marsie znajdą aminokwasy i białka, to nie mówią od razu o życiu? Dlaczego psychologowie zalecają, żeby rozmawiać do dzieci w brzuchu? Dlaczego matka głaszcze brzuch? Bo co? Bo kociaka nosi w sobie? Dlatego te zdjęcia są drastyczne, żeby pokazać ludziom, co wychodzi później z dróg rodnych kobiety, która poddała się aborcji. Obraz drastyczny ma pokazać ogromną krzywdę i szkodę, jaka została wyrządzona. Takie obrazy wywołują szok. 

Wojtasik ma też swój pogląd na petycje przeciwko pikietom z drastycznymi zdjęciami. Dlaczego są organizowane? - Bo ludzi zaczyna gryźć sumienie - uważa radny PiS. - Boją się. Nie chcą, aby te obrazy im przypominały tego, co dokonali, ewentualnie tego, co popierają. Co z kobietami, które zostały zgwałcone? Wie pan, nasuwa się jedna myśl: otoczyć olbrzymią opieką, pomóc urodzić jej dziecko, oddać do domu dziecka i znajdą się rodziny, które nie mogą mieć dzieci i z wielką radością, by je zaadaptowały. Ten temat i decyzję pozostawiam jednak sumieniu. Nigdy nie potępiałem osób, które podjęły taką czy inną decyzję i nigdy tego nie zrobię. 

Znamy już stanowisko władz Torunia dotyczące internetowej petycji.

- W przypadku zgromadzeń, o których mowa w internetowej petycji porządek publiczny nie jest naruszany, nie można mówić o zagrożeniu zdrowia ludzi  czy mienia w znacznych rozmiarach - pisze Anna Kulbicka-Tondel, rzecznik prasowy prezydenta Torunia. - Z rozmów przeprowadzonych z funkcjonariuszami policji wynika, że zgłoszone wnioski obywateli o naruszenie przepisów prawa w przedmiotowej sprawie są umarzane. Dodatkowo według Trybunału Konstytucyjnego dochodzące do organu gminy informacje o charakterze doniesień medialnych nie stanowią przesłanki na podstawie, której można zgromadzenia zakazać. 

Kulbicka-Tondel zaznacza jednak, że nie jest „zadaniem organów władzy publicznej, analiza haseł, idei i treści której ma służyć zgromadzenie. Nie mają one uprawnień do oceny podanych w zgłoszeniu celów jako celów pozornych i na tej podstawie wydania decyzji o zakazie zgromadzenia, gdyż godzi to w konstytucyjnie gwarantowaną wolność zgromadzeń”.

Rzecznik prasowy prezydenta zwraca też uwagę, że miasto wyznacza obserwatora, jeśli istnieje niebezpieczeństwo naruszenia porządku publicznego.

Petycja torunianek jest dostępna w serwisie petycjeonline.com. Z argumentami przeciwników aborcji można się zapoznać tutaj

(Wojciech Giedrys)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (8)

UżytkownikUżytkownik

Zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.


Arkadiusz BrodzińskiArkadiusz Brodziński

18 41

Stosując argumenty i zasady w/w towarzystwa możemy zrobić akcję przeciw pedofilom w sutannach. Dla przestrogi i ukazania tego procederu może wyświetlimy jakiegoś pedofilskiego pornola na Rynku z gwałcicielem księdzem w roli głównej? Dla efektu dodajmy jeszcze może jakieś kopulujące kozy w tle. 10:48, 09.06.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

stanislawstanislaw

33 7

A Bredziński nadal w ...formie! Panie Bredziński! a może by tak dla .."równowagi" wątpliwej pańskie logiki!!! filmik o znanym reżyserze! ba! bardzo znanym! gwałcicielu! pedofilu, uciekającym od lat 40 przed sądem stanu Kalifornia! 11:12, 09.06.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

AniołekAniołek

6 29

Stasiu ty też się świetnie bawisz, obaj macie ubaw po pachy z cudzego nieszczęścia jakim jest być wykorzystanym seksualnie dzieckiem przez osobę dorosła. to takie zabawne?? Obaj macie racje, prawo jest równe dla wszystkich i dla księży i dla reżysera i dla kogokolwiek. każdy kto popełnił przestępstwo powinien być ukarany a nie jak to ma miejsce w kościele wysłany do kolejnej parafii,i nie uciekać przed wymiarem sprawiedliwości do innego kraju i oczekiwać łaski, bo niby z jakiej racji?
14:19, 09.06.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

do Arkadiusz Brodzińdo Arkadiusz Brodziń

30 10

obaj jestescie chyba lewakami.. stosujecie niskiego lotu argumentacje a takze bierzecie skrajnosci wystepujace w zyciu 1 x 1000 przypadkow !!!! ponadto p Arkadiusz Brodziński to z zamilowania hejter Powski/SLDowski chyba.. nie ma Pan nic innego do roboty???? wez Pan wyjedz do Brukseli... ponadto ja nie zycze sobie by grupa 300 feministek wypowiadala sie w imieniu WSZYSTKICH TORUNIANEK !!!! nie zycze sobie tego bo jestem za obrona zycia od poczecia!!! kazdy z nas ma histoire trudna czy tez łatwiejsza.. i kazdy ma prawo do zyca nawet to dziecko ktore poczelo sie z gwałtu.. jesli matka go nie chce moze oddac w adopcje dla rodzin ktore nie maja takiego szczescia... poprostu spoleczenstwu wbijane jest do glowy bezstresowe wychowania oraz bezbolesne zycie.. ucieka sie od bolu psychicznego zastepujac lekami i terapiami oraz od bolu rodzenia czy tez bolu fizczynego konczac na eutanazji.... dla mnie to jest chore bo zwierzeta mimo, ze nie maja tak rozwinietego rozumu maja w tym momencie bardziej rozwiniety zmysl maciezynski i chec przetrwania niz niejeden z ludzi!!!!!!! 21:09, 09.06.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

stanislawstanislaw

31 11

Cóż za... wrazliwe istoty! chcą chronić krajobraz,ale juz na mordowane, bezbronne; poczęte, ale jeszcze nie narodzone dzieci już im troski i najzwyklejszego ludzkiego odruchu juz ...NIE! Zapewne niebawem złożą obywatelski sKODowany i nowoczesny wniosek o eutanzaję dla schorowanych!, inwalidów, ....A to tylko kwestia czasu! 21:33, 09.06.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

tekst ze strony i14tekst ze strony i14

29 6

Liberalni ?mieszkańcy Torunia? w liczbie trzystu, próbują robić zamieszanie wokoło zdjęć zabitych dzieci nienarodzonych, które prezentują podczas pikiet działacze pro-life. Nas zastanawia argument o tym, że ?pięciolatek nie zrozumie scen, które ukazane są na banerach?. Ale już homoseksualne ?parady?, podczas których promowane są zboczenia, ten sam pięciolatek ma rozumieć! Pamiętamy doskonale, gdy miejscowi dewianci sami przebierali się w stroje szpitalne i próbowali na starówce ?leczyć Torunian z homofobii?, a na podobne spędy przyprowadzali znajomych, którzy przejawiali zachowania, no cóż, niezrozumiałe dla tego przykładowego pięciolatka będącego podmiotem troski.

Można się kłócić o to, co demoralizuje. Liberałowie, według których (teoretycznie) jest miejsce na wszystkie poglądy ? oczywiście tego nie rozumieją. Prawda w oczy kole. Okazuje się bowiem, że liberalizm nie jest tak piękny jak hasło ?wolny wybór kobiety?. Jest tak samo paskudny jak efekty ?postępu? ukazane na będących przedmiotem kontrowersji banerach.

Ostatecznie sprawę w swoje ręce wzięły torunianki. Głównie matki z małymi dziećmi, które mówią ?nie? tym drastycznym obrazom w przestrzeni publicznej. Przygotowały petycję do prezydenta Torunia pod hasłem ?Stop drastycznym zdjęciom Pro-Life?u na terenie Starówki w Toruniu?. Zebrały 287 podpisów (stan na środę na godz. 13.42) ? pisze ddtorun. Byliśmy ciekawi co to za ?torunianki? ? w jakich organizacjach są skupione, bo podpisików coś mało. Wpiszcie sobie ?Natalia Waloch-Matlakiewicz? w wyszukiwarkę. Zdziwieni?

Na marginesie warto dodać, że poziom dziennikarstwa w reklamowanym wszędzie ?Dzień Dobry Toruń? jest tragikomiczny. Krzykliwe tytuły, za którymi nie kryje się żadna ciekawa treść? przecież to poziom, z którego wyrośli już nawet pionierzy tego stylu ? ?Fakt?, czy ?Super Express?, wiedząc że nawet szary Kowalski ma pewną granicę wytrzymałości. Zdecydowanie nie polecamy. A toruńskich aktywistów pro-life pozdrawiamy. 07:50, 10.06.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

WyrzykowskiWyrzykowski

8 5

Panie Arkadiuszu Brodziński - piszesz pan głupoty. Bo każde usunięte dziecko jest zabite, a nie każdy ksiądz (radzę prześledzić statystyki) jest pedofilem. Ba - pedofil nie jest księdzem, lecz zboczeńcem ukrywającym się za sutanną. "Akcja" ze zbieraniem podpisów śmieszna, bo tylko zmobilizuje i ucieszy organizatorów z ProLif'ów. Przecież im tylko i wyłącznie chodzi o rozgłos treści z tych banerów. Strzelacie sobie samobója. Oby nie jak Polska w niedzielę. 11:18, 10.06.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017