Zamknij

Marek Rozpłoch: Polski Lipiec

12:39, 25.08.2017 |
REKLAMA
Skomentuj
W lipcu pod sądem okręgowym zebrały się tłumy torunian, fot. Tomasz Berent

Prezydent Duda zawetował dwie ustawy - o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym - dożynające w zamierzeniu niezawisłość sądownictwa, proklamując tym samym własną niepodległość. Jest to pierwszy poważniejszy wyłom w monolicie Dobrej Zmiany, niezależnie od tego, że prezydent podpisał przy okazji ustawę przyznającą ministrowi Ziobrze przywilej sterowania ręcznego sądami powszechnymi, a przygotowane nowe projekty prezydenckie nie będą się pewnie zbytnio różniły od zawetowanych ustaw.

Niewykluczone, że demonstracje w obronie niezawisłości sądów nie miały żadnego wpływu na podjętą ostatecznie decyzję - wszak pierwsze historyczne weto (ustawy o Regionalnych Izbach Obrachunkowych) wypłynęło z pałacu na Krakowskim Przedmieściu jeszcze przed nieśmiałymi zalążkami późniejszej fali protestów, a wcześniejszych kontrowersyjnych decyzji prezydenta - między innymi w sprawie Trybunału Konstytucyjnego - nie powstrzymały ani żadne tłumy, ani też żadne gremia międzynarodowe.

Z drugiej strony - prezydent nie zrobił nic, żeby uniknąć podejrzenia o uległość wobec demonstrujących. Nie poczekał na moment osłabnięcia protestu, zawetował, gdy skala demonstracji zaczynała przerastać najśmielsze oczekiwania opozycji. I tym samym - niezależnie od wszelkich prezydenckich intencji, inspiracji i inklinacji - ostateczne wrażenie pozostanie na wieki wieków niezmienne: najbardziej krytykowane ustawy zostały zawetowane w momencie, gdy obywatelski sprzeciw wobec nich sięgał zenitu.

Co dało protestującym - mimo nuty goryczy związanej z brakiem trzeciego weta - rzadko spotykane poczucie autentycznej sprawczości, uczucia, że los jest w ich rękach. I ja to czułem. Wieczorne czuwania pod Sądem Okręgowym na Piekarach nie pozostaną dla mnie tylko oryginalnym wspomnieniem, egzotyczną pocztówką z życia AD 2017, ale czymś przynoszącym trwałą nadzieję, że zmagania z niebezpiecznymi zakusami władzy, wbrew naszemu malkontenctwu powszedniemu, będą miały sens i będą skuteczne, a można przypuszczać, że w razie potrzeby, okażą się jeszcze silniejsze i liczniejsze.

Jako obywatelowi pozostaje mi na tym skończyć komentarz i ukłonić się nisko wszystkim Współuczestniczkom i Współuczestnikom Polskiego Lipca 2017.

Ale jako działaczowi społeczno-politycznemu - już niekoniecznie. Potrzebne są bowiem wnioski, dzięki którym racjonalniej i bardziej odpowiednio będzie można konstruować wspólnie los zarówno przyszłych protestów, jak i codzienność opozycji. Okazało się, że wygrała nie koncepcja zarządzania odgórnie protestem przez jedną organizację, ale połączenie niezliczonych inicjatyw: zarówno istniejących od dawana organizacji pozarządowych - takich jak choćby Akcja Demokracja, czy na gruncie toruńskim Komitet Obrony Demokracji - albo partii politycznych - jak np. Partii Razem - która organizowała jeden z pierwszych protestów na rzecz weta, w Warszawie 15 lipca - jak i indywidualnych często akcji, które przekształcały się w coraz liczniejsze czuwania pod sądami w małych miejscowościach. Po raz pierwszy od lat ogólnopolska akcja miała charakter codzienny i była kontynuowana aż do pożądanego skutku.

Widać zatem, że w momencie, gdy są zagrożone najbardziej fundamentalne zasady godnego współżycia w państwie demokratycznym, potrafimy się mobilizować w sposób imponujący, podważający wszelkie pesymistyczne przewidywania. Zatem można przypuszczać, że mimo śmiałych niedemokratycznych wizji prezesa Kaczyńskiego, demokrację obronimy.

Tylko jak tę obronioną zagospodarujemy? Na takie pytanie nie odpowiemy nigdy równie zgodnie, jak uczestnicząc w masowych protestach. Właśnie po to bronimy systemu pluralistycznego, by odpowiedzi było więcej niż jedna.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (3)

wypociny lewakawypociny lewaka

0 5

Ddt promuje stalinowców. ddt ku przestrodze cyt. "
Dalsze korzystanie z portalu linksunten.indymedia będzie odtąd traktowane jak przestępstwo

? powiedział w Berlinie minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere.

Decyzja władz oznacza, że dostawcy usług internetowych są zobowiązani do zablokowania wskazanej strony internetowej; internautom próbującym uzyskać do niej dostęp ukazuje się oficjalne ostrzeżenie lub powiadomienie o wystąpieniu błędu. Czasem portale próbują omijać to ograniczenie, przenosząc się na zagraniczny serwer lub korzystając z zapewniającej anonimowość sieci Tor.

Na Twitterze niemieckie MSW określiło linksunten.indymedia jako ?główną platformę komunikacyjną wśród skłaniających się ku przemocy przedstawicieli skrajnej lewicy?. Portal miał im służyć do wymiany informacji na temat metod protestowania z użyciem przemocy oraz do rozpowszechniania ?niekonstytucyjnych treści skrajnie lewicowych?.

Według władz działający od 2009 roku portal posłużył m.in. uczestnikom skrajnie lewicowych protestów podczas lipcowego szczytu G20 w Hamburgu. Podczas zamieszek i starć z policją rannych zostało wówczas blisko 2300 policjantów". Na ddt wy tez promujecie stalinowców ( Brodziński, Podgórski), przemoc czarcice, UBewateli, kod'erów , zniczojadów.
15:31, 25.08.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

obywatelobywatel

4 1

Świetny tekst. Demokrację obronimy. 20:33, 25.08.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

UBewateluUBewatelu

0 4

W rzeczy samej ...UBewatelu! bronicie koryta, ale nie obronicie, gdyż ono już się rozleciało! 08:19, 26.08.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone