REKLAMA

Mein Kampf - tylko, albo aż książka...Manifest na scenie...

10:14, 25.05.2016 | Adrian Aleksandrowicz
REKLAMA
Skomentuj
Takiej inscenizacji Mein Kampf nikt się nie spodziewał, fot. Candy Welz

Spektakl niemieckiej grupy Riminni Protokol jeszcze przed premierą wzbudził wiele kontrowersji - sam fakt wystawiania na scenie sztuki na podstawie manifestu Adolfa Hitlera podzielił wówczas opinię publiczną. Także przed pokazem sztuki na Kontakcie mnożyły się pytania o granice. Na scenie zaprezentowano jednak naukową rozprawę, a nie pokaz czystego antysemityzmu.

6 aktorów, a właściwie opowiadaczy i mnóstwo historii z Mein Kampf w tle... Dzieło, które kiedyś każdy aryjczyk musiał znać na pamięć, a w każdym domu zajmowało honorowe miejsce obok Biblii i książki kucharskiej, przez lata musiało pozostać w ukryciu.

Niemniej aktorzy wspominają, że podróżując po całym świecie można znaleźć jej zagraniczne wydania. Piękne pozłacane strony, a niekiedy gazetowy papier i manga w iście japońskim stylu to tylko niektóre wersje manifestu, który przez wiele lat był czymś zakazanym.

Spektakl wpisuje się raczej w nurt teatru dokumentalnego - żaden z aktorów nie gra Hitlera, ani Żyda czy innych postaci. Są oni badaczami historii jednego z najbardziej znanych tytułów literackich na świecie.

fot. Candy Welz

Aktorzy przedstawiają widzom zwykłe historie, jakie każdy na pewno kiedyś przeżył. Tylko w tym przypadku zamiast Harlekina, bajki czy tygodnika opinii w tle widać najbardziej antysemicki manifest w XX wieku. Kiedyś 7-letnia Sybilla wręczyła ten tom swojej mamie w prezencie gwiazdkowym, Matthias, z pochodzenia żyd, uzależnił się od hitlerowskiego manifestu, próbując nawet poderwać na cytaty z "Mein Kampf" wypoczywającą w Tel AvIvie niemiecką turystkę...

Na scenie zamiast historii, widzimy raczej proces jej tworzenia, zgłębiamy się w korzenie fenomenu, jakim przez lata stała się książka, i to nie tylko w środowiskach neonazistowskich!

Scenografia chociaż prosta, to jednak jest bardzo "wielofunkcyjna". Czasami to po prostu platforma, kolejny poziom do wspinania się. Niekiedy księgarniane, albo biblioteczne półki, a niekiedy po prostu ściana, na której wyświetlić można mapping. Chociaż momentów, kiedy pojawiają się mappingi czy inne materiały video jest w spektaklu wyjątkowo mało, to każdy jest uzasadniony i bardzo widowiskowy. Podobnie jest z muzyką, która bardzo często nie jest jedynie tłem, a kolejnym przykładem w toczącej się dyskusji.

Spektakl w znacznej większości prezentowany jest w języku angielskim, tylko cytaty z dzieła aktorzy prezentują w oryginalne i chociaż często dotyczą one najmocniejszych fragmentów antysemickiego manifestu, to widz nie odbiera ich jako coś złego. Udziela się naukowy charakter teatralnego wydarzenia.

(Adrian Aleksandrowicz)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017