REKLAMA

Anna Zglińska: Dopóki kobieta jest tym gorszym rodzajem człowieka...

13:48, 10.10.2017 |
REKLAMA
Skomentuj
fot. Adrian Stelmaszyk

Niedawno minął rok odkąd miałam pójść na protest. Miałam nawet wolne, bo się sakramencko przeziębiłam. Gdy wracałam od lekarza pod nogi spadł mi kot… Jeśli ktoś czyta uważnie felietony, to wie jaka to historia. 

Działalność na rzecz zwierząt i zabytków wespół z rodzinnymi konfliktami o podłożu politycznym skutecznie odciągnęły mnie od protestowania. To smutne zważywszy, że niemal 10 lat temu miałam swój wkład w toruńską Manifę. Za rządów PiS nie wyszłam ani razu na ulicę, mąż również. Za to przeciągu tego roku udało mi się za to wraz z kolegami i koleżankami wydać niezły kawał książki (waży 1,2 kg), przywieźć na sterylizację i kastrację około dwudziestu kotów, z czego część na ostatnią chwilę przed porodem, znalazłam też kochający dom dla Czesia z działek.

Obecnie natomiast, jestem Anką karmiącą, choć nigdy w ciąży nie byłam. Codziennie karmię kilkadziesiąt kotów na moich działkach w zastępstwie za karmicielkę, która wyjechała. Dni stają się coraz krótsze, więc wyposażyłam się w forteczną latarkę, a zacny mąż podarował mi drugą na czoło. Mam również swój "strój służbowy" w postaci wielkiej deszczówki po tacie i nieprzemakalnego obuwia ortopedycznego od sąsiadki. Prezentuję się na swojej szychcie niczym strach na wróble skrzyżowany z latarnią morską, na dodatek śmierdzę kocią karmą, gadam sama do siebie i podśpiewuję.

W poniedziałek 2 października musiałam wyglądać wyjątkowo ponętnie. Gdy opuszczałam teren działek zaskoczyły mnie dwa wielkie psy spuszczone ze smyczy. Kocie stado uciekło. Właściciel psów szedł za nimi. One rzuciły na wszystko, co zostawiłam dla kotów. Prosiłam tego człowieka, żeby zapiął swoje zwierzęta na smycz, bo to przecież moja praca i pieniądze. Odmówił. Próbowałam odegnać psy, co go rozwścieczyło. Zrobił się natarczywy i agresywny. Zaczął się domagać, moich personaliów. Zatrzasnęłam mu furtkę przed nosem. Domagał się, żebym mu otworzyła. Odsunęłam się. Zaczął mi wymyślać, wyzywać od najgorszych, gorączkowo szukając klucza. On krzyczał, że mnie zaraz dopadnie i "rozmnoży", to zobaczę. 

Udało mi się uciec do samochodu. On wybiegł za mną. Próbował uniemożliwić mi wyjazd, zastawiając sobą drogę ucieczki. Udało mi się go wyminąć i uciec. Nie chcę myśleć, co by było…

Grzywna, kara ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch. Tyle może dostać, jeśli udowodnię, że czułam strach. Może nie dostać nic, jeśli udowodni, że nie miał złych intencji.

Zastanawiam się, co zrobię jutro. W ręku mam personalia tego człowieka. Szare, bure i łaciate życie przypomniało mi o tym, co jest ważne. Kot jest zwierzęciem, które zmusza ludzi do bycia odważnym. Musi dostać co dzień jeść, ponieważ już trzy dni głodówki u kota doprowadzają do stłuszczenia wątroby. Mąż kupił mi gaz pieprzowy. Ja uzbroiłam się w dzielność po zęby. Byłam wczoraj, byłam i dziś na działkach. Ale będę też na najbliższym proteście dziewuch. Dopóki są tacy mężczyźni, dopóki mamy takie prawo, nie można być obojętnym. Dopóki kobieta jest tym gorszym rodzajem człowieka, który musi walczyć o prawa przyrodzone. Dopóki się kobietom nie wierzy, dopóki mężczyźni czują się w pełni władzy, żeby je krzywdzić i upokarzać, tak długo nie można powiedzieć dość.

Prekariuszka. Z zawodu historyczka, z konieczności technik informatyk. Z powodu "utknięcia" w Toruniu i szewskiej pasji do miasta - społeczniczka. W zależności od tego, na co natknie się na rowerze: społeczny opiekun zabytków, antyreklamowa partyzantka, ekolożka lub wolontariuszka Fundacji Kot.

Anna Zglińska
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017