REKLAMA

Piotr Oliński: Czarne chmury nad Uberem

13:04, 19.05.2017 |
REKLAMA
Skomentuj
yć może teraz przyszedł czas zanikania tradycyjnych usług przewozowych na rzecz Ubera czy BlaBlaCara? Fot. depositphotos

Podczas gdy debatę publiczną ostatnimi czasy zajmuje głównie postać Antoniego Macierewicza i najnowsze „Ucho Prezesa” w ostatnich tygodniach przebiły się do mediów newsy o rzekomym uregulowaniu przez rząd działania Ubera i całego sektora sharing economy.

Z pewnością będzie to miało większy wpływ na życie przeciętnego Kowalskiego od popularnego kabaretu (przy całym szacunku dla świetnej gry aktorskiej i poczucia humoru obsady serialu, które jest znakomite), a i stanowi bardzo ciekawy punkt wyjścia do rozważań na temat rynku, innowacji i postępu. Może więc warto chwilę pochylić się nad sprawą?

Sharing economy (z ang. ekonomia współdzielenia) to pojęcie coraz bardziej odciskające piętno na życiu codziennym w Polsce i na Świecie. W dużym skrócie: chodzi o wykorzystanie swoich prywatnych zasobów do tego, by po godzinach na nich zarabiać, użyczając ich za opłatą obcym osobom. Mogą to być mieszkania, samochody, jedzenie itd. Cały proces ułatwia powszechność internetu i możliwość komunikacji na bezprecedensową w historii ludzkości skalę.

By nie poruszać się w sferze wyłącznie teoretycznej warto podać kilka przykładów usług z zakresu ekonomii współdzielenia. Najbardziej znaną aplikacją, taki proceder umożliwiającą jest Uber. Działa on na bardzo prostej zasadzie: po zdobyciu licencji kierowcy każdy może zastąpić taksówkarza, instalując aplikację i w wolnej chwili podwożąc, posługujących się tą samą aplikacją klientów. Zyskami dzieli się z firmą.

Dość popularny jest również BlaBla Car - aplikacja umożliwiająca wyszukanie ofert podwiezienia cudzym samochodem w inny zakątek Polski czy Europy, na Zachodzie coraz więcej osób korzysta z Airbnb'a, który pozwala wyszukać oferty mieszkań, apartamentów i hoteli. Przykłady można długo mnożyć, usługi tego typu rozwijają się jak grzyby po deszczu.

Na zjawisku sharing economy korzystamy my - konsumenci, otrzymując do wyboru więcej bardziej komfortowych lub tańszych możliwości przewozu czy akomodacji. Usługi z zakresu ekonomii współdzielenia mają to do siebie, że na ogół są banalnie proste w użyciu i przejrzyste (jak Uber, gdzie po przejeździe dostajemy na maila skan z GPS z zaznaczoną przejechaną przez nas trasą). Trzymając się już przykładu transportu: korzyści mogą mieć również wymiar pozaekonomiczny: powszechność i popularność usług takich jak Uber ogranicza ilość samochodów na drogach i poziom emisji CO2. O poziomie zakorkowania miast nie wspominając.

Nie wszyscy oczywiście to tego typu wynalazków podchodzą entuzjastycznie. I nie jest to nowe zjawisko w historii świata. W XIX wiecznej Wielkiej Brytanii ruch ludystów stał się na tyle agresywny i samowolny, iż wrogowie postępu technologicznego potrafili regularnie włamywać się do fabryk i niszczyć złowrogie maszyny, które obwiniali o wszelkie zło tego świata. Problem udało się opanować dopiero po ogłoszeniu przez Izbę Gmin kary śmierci za podobne ekscesy. Na całe szczęście obecnie nie mamy do czynienia z przemocą na aż taką skalę, choć niejednokrotnie zdarzały się przypadki ataków na kierowców Ubera przez rozwścieczonych kierowców taksówek, którzy za swoją konkurencją delikatnie mówiąc nie przepadają. Oczywiście to zjawiska absolutnie niedopuszczalne i prymitywne, na szczęście póki co o dość incydentalnym charakterze. Przemoc jest zaprzeczeniem idei rynkowej konkurencji.

Przykład reakcji taksówkarzy jest tutaj o tyle interesujący, co typowy. Postęp technologiczny bowiem siłą rzeczy wymusza zanikanie pewnych zawodów. W XVIII wieku konie zastąpiły maszyny parowe, a kowale stali się inżynierami. Kilkadziesiąt lat później, gdy na rynek weszły pierwsze samochody i popularny zaczął się stawać transport lotniczy, znowuż to koleje były w odwrocie.

Być może teraz przyszedł czas zanikania tradycyjnych usług przewozowych na rzecz Ubera czy BlaBlaCara? Nie byłoby to w każdym razie nic niepożądanego, ani zaskakującego. Problem zaczyna się gdy pewne grupy lobbują za regulacjami, mającymi na celu postęp zatrzymać i gdy co gorsza rząd im ulega. Przypomina to trochę donkichotowską walkę z wiatrakami, na której tracą wszyscy, poza owymi grupami interesu.

Pytanie jak długo i z jakim skutkiem można z wiatrakami walczyć i cytując jednego z prezydenckich doradców „zatrzymywać postęp”? Wyobraźmy sobie, że rząd Jej Królewskiej Mości 150 z kawałkiem lat temu uległby naciskom ludystów i na przykład zakazał wykorzystywania maszyny parowej. W jakim stadium rozwojowym by dzisiaj była Wielka Brytania?

W gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do klasycznie liberalnej definicji roli państwa: powinno ono umożliwiać ludzkie działanie, a nie w nie wedle uznania ingerować i utrudniać. Być sędzią, nie dwunastym graczem na boisku (z uprawnieniami większymi od 22 pozostałych). Oczywiście możemy wzorować się na Danii i Ubera zakazać. Pozbawimy tym samym kierowców możliwości zarobienia, a klientom odbierzemy wygodną i komfortową alternatywę dla innych form transportu. Możemy też wziąć przykład z Estonii, która usługi typu ride-sharing zalegalizowała i umożliwiła funkcjonowanie w świetle prawa, dostosowując się do zmieniających się trednów rynkowych, zamiast z nimi na siłę walczyć.

Bo i czy jest sens walczyć z wiatrakami? Czy warto zwalczać usługi, które tworzą nowe miejsca pracy i możliwości dla konsumentów? Z tymi pytaniami pozwolę sobie Szanownego Czytelnika zostawić.

Liberał i społecznik, w chwili obecnej pełniący funkcję koordynatora kujawsko-pomorskich Młodych .Nowoczesnych, bloger Liberté!, a przede wszystkim młody człowiek.

Piotr Oliński
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

hecerhecer

3 1

Bzdury, bzdury... Uber został zdelegalizowany min w Niemczech, Danii, Australii, Japonii, w wielu amerykańskich miastach. Istota działania tej firmy polega na unikaniu opodatkowania. Taksówkarz musi zapłacić ZUS, podatek dochodowy, kierowca Ubera jest tańszy bo ich nie płaci. Działalność Ubera polega na promowaniu nieuczciwej konkurencji. Wyrazem postępu jest stworzenie apki na telefon, cóż to za wielki postęp? Kierowcy jeżdżący dla Ubera ponoszą pełną odpowiedzialność karno skarbową za naruszenie obowiązujących przepisów. Kierowcy ci nie uzyskują licencji, nikt nie kontroluje czy przechodzą testy medyczne. Ich wozy nie posiadają żadnych numerów identyfikacyjnych. Jeżdżenie dla Ubera wiąże się z ryzykiem dla pasażerów, zwłaszcza kobiet. Ubera kasuje kierowców wiecej niż korporacja taksówkowa.

Przykro się czyta takie teksty - o postępie który rzekomo wyraża apka na telefon - tym bardziej gdy są pisane przez młodych ludzi. Przypominają się od razu lapsusy Ryszarda Petrugalczyka. 21:43, 19.05.2017

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

aaaaaa

0 0

niby masz racje, ale jednak trochę *%#)!& gadasz. to prawda, że uber "robi wałki" na podatku i nie powinno tak być. W pełni zgadzam sie z decyzjami rządów wyżej wymienionych przez ciebie krajów.
ALE
nei da się ukryć, że aplikacja Ubera jest w bardzo postepowa, patrząc pod względem cywilizacji ludzkiej. Ogranicza konsumpcje i zwiększa oszczędności, które z kolei prowadza do zwiększenia innowacyjnosci, a co za tym idzie POSTĘPU TECHNOLOGICZNEGO. 10:18, 20.05.2017


hecerhecer

1 0

"Sharing economy", powiadasz? Dzięki temu jest taniej? Bo pomijamy pośredników, korporacje i podatki? W tej układance zysk jednych jest stratą innych: budżetu państwa czy ludzi, którzy tracą pracę lub znaczną cześć dochodów. Korporacje tradycyjne zastępowane są korporacjami nowoczesnymi, "innowacyjnymi", internetowymi. Gopodarka narodowa traci bo owe korporacje, takie jak Uber właśnie, swoje przychody i zyski wydają poza granicami kraju, najwcześniej w rajach podatkowych. Zastanówmy się, ile zainwestował Uber w Polsce? Gdzie są te jego inwestycje? Opłacił parę gazet i dziennikarzy, którzy promują nazwę Uber, zapewniają żeby była non stop na językach. Ludzie, którzy wykonują pracę dla Ubera łamią prawo, ale Uber nie ponosi żadnej odpowiedzialności tylko zgarnia 25% ich przychodów czyli grubo ponad połowę zysków. Sharing polega wiec tu na tym: polski kierowca oddaje połowę zysków zagranicznej firmie, która transferuje je zagranicę by kilku kolesi którzy mieli pomysł na apkę na telefon mogło kupić sobie jachty. W cywilizowanych krajach takie pomysły nie uchodzą gdyż są sprzeczne z interesem narodowym i interesem społecznym.

Szeruj swoje dochody, panie Oliński, ale z takimi pomysłami na gospodarkę jakie prezentujesz w swych felietonach zrobisz z Polski kolonię i bananową republikę. Czasem mam wrażenie, że te felietony lokalnej "Nowoczesnej" są przemyślanym trollowaniem; z drugiej strony jednak wielu ludzi w nie wierzy, zwłaszcza zamożni ludzie którym żal 30 euro na taksi z lotniska. 21:19, 20.05.2017


hecerhecer

2 0

W dużym uproszczeniu strategia tej korporacji wydaje się polegać na tym aby wciągnąć jak najwięcej taksówkarzy w jak najkrótszym czasie w swoją sieć budując w nich fałszywe przekonanie, że można jeździć na taksówce bez działalności, bez ZUS, bez kasy fiskalnej, bez badań lekarskich, bez licencji. Legalna taksówka przegra konkurencję z tańszym uberem; im więcej ludzi da się omamić przekazem o "innowacyjności" Ubera, o tym że przepisy i prawo nie są w stanie dogonić postępu i przemian rewolucji cyfrowej, tym większe zyski tej korporacji. Czytam tu sobie jak młody, polski obywatel z partii "Nowoczesna" powtarza te marketingowe slogany bez zastanowienia i zaczynam się radzi niepokoić o przyszłość naszego kraju. W cywilizowanych krajach Uber był skutecznie i szybko powstrzymany. Tam nikt nie pozwoli sobie na nielegalną konkurencję która monopolizuje rynek i 25% przychodów z przewozów taksówkowych transferuje zagranicę, najprawdopodobniej do rajów podatkowych nie inwestując ani grosza na rynku, który opanowuje w sposób nieuczciwy. Różnica między krajem cywilizowanym a republiką bananową polega na tym, że prawdziwe państwo podejmuje szybko skuteczne i legalne działania w celu wyeliminowania nieuczciwych praktyk rynkowych. W bananowej republice, w państwie istniejącym na niby, formalnie coś się robi, ale długo nic z tego nie wychodzi a na końcu okazuje się, że działania tego państwa mialy wady prawne.

Uber jest tez ciekawym przykładem na sens podpisywania porozumień takich jak TTIP. Ich podpisanie mogłoby uniemożliwić skuteczną ochronę własnego rynku. Działania wymierzone w podmiot przypominający Ubera byłyby kwestionowane w międzynarodowym arbitrażu na mocy takiego lub podobnego porozumienia. Takie traktaty w dużej mierze pozbawiają państwa suwerenności w obronie własnych interesów gospodarczych co jest szczególnie ważne gdy państwo ma gospodarkę słabszą, mnie rozwiniętą a umiarkowany protekcjonizm pozwoliłby rozwijać własny rynek.

Smutne jest to, że trzeba się na forum wysilać na polemikę z tekstami tak silnie nasyconymi doktryną polityczną wypierającą myślenie. Od młodych ludzi naprawdę należy oczekiwać kreatywności i krytycznego patrzenia na świat a nie tylko powtarzania frazesów i ubierania ich w szaty erudycji. Nie mam pedagogicznej cierpliwości, przepraszam za zgryźliwość, proszę aby moje zramolałe rozgoryczenie traktowac jako sygnał ostrzegawczy, nie ignorować go i nie przekreślać. To nie są zabawy, tu chodzi o dobrobyt wielu ludzi, ich dzieci, pokoleń. 20:26, 21.05.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017