REKLAMA

Kiedy "czarna śmierć" puka do drzwi! Zaraza w Toruniu

08:02, 05.10.2016 | Anita Świątkowska
REKLAMA
Skomentuj
Zaraza pojawiła się najpierw w podtoruńskich osiedlach. Władze miejscowe nakazały więc mieszkańcom Torunia ostrożność w kontaktach z podejrzanymi okolicami. fot. depositphotos

Spośród kilkunastu chorób zakaźnych, które nękały społeczeństwo Rzeczpospolitej od końca średniowiecza, aż po wiek XVIII, najniebezpieczniejsza była dżuma. We wszystkich krajach Europy powtarzano przez wieki jeden wers: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie”. Największe przerażenie budziła bezwzględność, z jaką choroba traktowała swe ofiary.

Obfite żniwo zebrały w Toruniu epidemie z lat 1572-1573, które objęły cały kraj łącznie z Litwą, Prusami i Rusią. W latach 1708 i 1710 epidemia czarnej śmierci, która nawiedziła nie tylko nasze miasto, ale również Płock, Chełmno, Grudziądz i Bydgoszcz, w mieście dotkniętym wcześniej wydarzeniami wojny północnej (1703) spowodowała katastrofę demograficzną, gdyż zmarło około 30-40% mieszkańców Torunia (ok. 3-4 tys. osób).

Zaraza pojawiła się najpierw w podtoruńskich osiedlach. Władze miejscowe nakazały więc mieszkańcom Torunia ostrożność w kontaktach z podejrzanymi okolicami. Zaczęto publikować specjalne zarządzenia antymorowe. Władze kościelne rozdawały modlitewniki zawierające modlitwy przeciwdżumowe, ponieważ wierzono, że najpewniejszym lekarstwem, które może odepchnąć tę chorobę jest gorliwa modlitwa.

Aby się ustrzec przed zarazą, władze wydały nakaz zamykania bram do miasta i obsadzenie ich strażnikami. Miało to zapewnić kontrolę nad przepływem ludności, a przede wszystkim ustrzec mieszkańców przed śmiercią. W celu zapobieżenia wybuchowi dżumy wprowadzano ograniczenia w handlu miejskim, usiłowano rozwiązać problemy sanitarne miasta nakazując sprzątanie obejść i wyrzucanie odpadków we wskazane miejsca. Starano się także rozwiązać problemy moralne, ponieważ dżuma uważana była za karę za grzechy. Zamykano więc łaźnie, domy rozpusty, a z miasta wyrzucano ladacznice, które oskarżano o sprowadzenie zarazy.

Podczas epidemii prewencyjnie zabijano zwierzęta domowe, ale nikomu do głowy nie przychodziło, że ludzie mogą zarażać się od chorych szczurów. Co ciekawe, rzadko pojawiały się poglądy, że choroby mogą się przenosić z człowieka na człowieka, jednocześnie prócz tradycyjnego ziołolecznictwa w średniowieczu nie było w Europie żadnych środków o minimalnej choć skuteczności w walce z chorobami zakaźnymi.

Gdy zawodziły wymyślne "sprawdzone" metody i "leki", kierowano modły do Boga i św. Rocha, pielgrzyma-samarytanina, który był świętym od chorób zakaźnych, jego święto przypada na 16 sierpnia. Dawniej także w Polsce otaczano go niezwykłą czcią, czego dowodem są zachowane po dziś dzień liczne kościoły pod jego wezwaniem i przydrożne kapliczki wznoszone w miejscach, w których grzebano zmarłych podczas zarazy.

Chorych, ale tylko tych biedniejszych leczono w zakaźnym szpitalu przy Kościele św. Jerzego, który działał w mieście od XVI wieku. Tych bardziej majętniejszych leczono w domach. Okna i drzwi takich domostw zabijano deskami tak, by uniemożliwić wydostawanie się na ulice chorych.

Choć torunianie starali się dostosować do zarządzeń wydawanych przez włodarzy miasta, liczba zgonów ciągle rosła. Dopóki to było możliwe, trupy wkładano do trumien i wynoszono na cmentarz położony za murami miasta. W pogrzebie uczestniczył zazwyczaj duchowny i rodzina. Ostatni publiczny pogrzeb z udziałem księdza odbył się w Toruniu 30 września 1708 roku, kiedy pochowano żonę burmistrza, Katarzynę Roesner. Kolejne pochówki organizowano już późną nocą, a ciała zmarłych grzebano w masowych grobach.

Według miejscowych dżuma zaczęła znikać z miasta w listopadzie, tuż po huraganie, który nawiedził Toruń i miał wypędzić z miasta zarazę. W rzeczywistości zmniejszenie zachorowalności i zgonów zaczęto odnotowywać przełomie listopada i grudnia, kiedy w Prusach zagościła sroga zima, a mrozy sięgały około minus 30 st. C.

W dziejach miasta za specjalne zasługi w zwalczaniu epidemii przyznano nawet honorowe obywatelstwo Torunia doktorowi Carlowi Zimmermannowi.

Jeszcze w II połowie XIX wieku warunki sanitarno-epidemiologiczne w Toruniu nie były najlepsze, ze względu na przeludnienie, brak kanalizacji i bieżącej wody oraz użytkowanie wody niezdatnej do picia. W tym właśnie czasie, a także ze względu na rozwój nauk medycznych, zaczęły w Toruniu powstawać pierwsze nowoczesne lecznice miejskie – prowadzone przez zakonnice oraz osoby prywatne. Wcześniej obowiązek leczenia chorych należał także do kata miejskiego, jako osobie, która zna się na anatomii oraz do akuszerek zatrudnionych przez Radę Miejską.

(Anita Świątkowska)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

onaona

2 0

uuuła! tyle zgonów ! ale w sumie nie wiedziałam, że "pozostałością" po czarnej smiercie jest nowenna : ?Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie?. Dobry tekst! 09:03, 05.10.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

bolekbolek

4 0

masowe groby... wiadomo może gdzie one były? gdzie chowano zmarłych? będzie kontynuacja??? 11:22, 05.10.2016

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

loleklolek

2 0

a to nie było własnie jednego odrębengo cmentarzyska na te masowe groby? taki tylko właśnie dla "zadżumionych"?? 14:21, 05.10.2016


szokszok

1 0

minus 30 stopni C?!? matko jedyna... 12:51, 06.10.2016

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© ddtorun.pl | Prawa zastrzeżone | 2017